Dobrze by było umieć napisać o własnych uczuciach i refleksjach odnośnie niedawnych wydarzeń, ale nie potrafię. Zrobili to inni w pięknych, poruszających słowach. Czytałam ze wzruszeniem i bólem, łza się kręciła w oku, tych innych tekstów nie czytałam. Bo były też złe, nienawistne i wzbudzające strach.
Tymczasem świat kręci się dalej i czy będzie lepszy śmiem wątpić. Zostaje nam chyba jak to kiedyś śpiewał Wojciech Młynarski : "...róbmy swoje"
Co mogłam zrobić? Usmażyłam wnuczce naleśniki i przy okazji doręczenia poszłam na spacer, bo niemal wiosennie dzisiaj było. Wzięłam aparat, zapowiadał się ładny zachód słońca, niestety odmówił współpracy (aparat, nie zachód), zła byłam, bo niepotrzebnie nałykałam się spalin przy ruchliwej ulicy.
Pogoda się zmieniała w tym tygodniu jak w kalejdoskopie, będą zimowe zdjęcia.
Poranny widok z balkonu
Sobotni spacer, jest szaro, nawet śnieg nie pomaga.
Chmury się przecierają, ale słońce nie daje rady, a aparat zaczyna fiksować.
Trochę koloru na przydrożnym drzewie.
Krajobraz pętli autobusowej.
Trochę koloru na choince córki i urodzinowe winko wnuka.
Tak było ładnie, że nie odmówiłam sobie spaceru, chociaż śnieg momentami sypał za kołnierz.
Dzisiaj po powrocie do domu aparat się przeprosił i udało mi się zrobić zdjęcie z balkonu,
ale kolory już wyblakły i wyszło szare jak prawie cały grudzień i początek stycznia.
Miejmy nadzieję, że jednak coś się rozjaśni i przyjdą lepsze dni.
