Piątkowy telefon postawił mnie na nogi. Zostałam zaproszona na spotkanie, miałam poznać nową Znajomą z wirtualnego świata.
Sobotni wieczór spędziłam na wyciąganiu bluzek z szafy i przymierzaniu, bo w tej będzie za zimno, w tej za gorąco, a w tej wyglądam okropnie. Niedziela powitała pięknym słońcem, pełna zapału popędziłam na dworzec. Tam spotkałam Barbarę, obejrzałyśmy znaki rozpoznawcze, zaakceptowała mój powitalny, pociąg trochę się spóźnił, wreszcie jest!
Barbara miała liść rabarbaru, bardzo okazały, a ja ten znak na patyku. Poznałyśmy się bez trudu.
Krótka narada i wędrujemy Plantami na targ staroci. Nie kupiłyśmy niczego był tłum i było nam gorąco, pooglądałyśmy różne cudeńka i stare zdjęcia. Było kilka interesujących, ale sprzedający chciał za trzy małe zdjęcia dychę!
Te ceramiczne zwierzaki w kwiatki były ładne i inne niż większość.
Obejrzałam te koguty i pani pozwoliła zrobić zdjęcie. Z wrażenia nawet nie zapytałam ile kosztują.
Zamiast staroci kupiłyśmy truskawki i poszły do samochodu. Drogą wśród zieleni zawiozła nas Barbara do swojego domu.
Kwiaty wszędzie,
przed domem, za domem,
wokół. Na spotkanie wyszedł przystojniak Błyskotek,
zajaśniało jaskrami,
podniosła łapkę Muszelka.
Odsapnęłyśmy chwilę w cieniu werandy, zjadły pyszne kanapki, zachwyciły się po raz n-ty domem, kotami, ogrodem, ciszą, śpiewem ptaków i nasza urocza Gospodyni zabrała nas na wycieczkę.
cdn