piątek, 14 października 2016

To lubię!!

Nareszcie po kilku dniach deszczu, pluchy, szarości i zimna wyjrzało słońce.
Takie dni lubię, bez oporów wstałam wcześniej niż zwykle, spacerek z wózkiem odbyłam, a po obiedzie poszłam odwiedzić moje drzewo, bo nie mam jesiennego zdjęcia.
Po drodze musiałam wziąć głeboki odech na widok rozbebeszonych wykopków na mojej trasie. Parę dni temu pękła rura co, przyszła ekipa, ogrodziła, dwa dni kopała, rurę wymieniła i.....zniknęła.
Wykop pozostał, a nam trzeba go omijać po trawniku i błocku.



Krzak dzikiej róży kusi owocami, ale kto by się bawił w zbieranie i czyszczenie.


Ładnie podświetlone lekko przymglonym słońcem liście.


Nie wiem, czy te owoce są chore, czy zmrożone, w każdym razie większośc była zczerniała, albo właśnie pokryta takim białym nalotem.


Droga prowadzi wzdłuż linii kolejowej do Katowic i na lotnisko,


zdążyłam zrobić zdjęcia pociągom.


Puchata nawłoć ma zielone odrosty,


ale to drzewo już straciło wszystkie liście, a może uschło?


Widać pozostałości deszczu, na szczęście tylko ten fragment drogi taki mokry.


Nie oparłam sie pokusie i przyniosłam trochę tej, jeszcze nie złotej, jesieni do domu.


Kupiłam rano na targu taką śmieszną dyńkę, nazbierałam trochę kasztanów.


Szkoda, że tak szybko tracą swój blask.
Nie lubię jak w trakcie robienia zdjęć zabraknie miejsca na karcie pamięci, a zapasowa zostaje w domu, Dlatego nie ma zdjęć zachodu słońca, ale i tak był mało efektowny. 


poniedziałek, 10 października 2016

Nie zdążyłam

napisać o tej wystawie za życia Andrzeja Wajdy.
Byłam na niej kilka miesięcy temu i jakoś się nie składało, dzisiaj napiszę. Bo dla mnie to Twórca nie tylko dzieł wielkich,  znaczących w polskiej kinematografii, ale także ktoś, kto miał w sobie jeszcze inną "iskrę bożą" - talent rysownika.
W muzeum Manggha na 90 rocznicę urodzin reżysera powstała wystawa oparta na jego szkicowniku.  Nie rozstawał się z nim, rysował długopisem, ołówkiem, akwarelką, były to szkice do przedstawień teatralnych, portrety znajomych, widoki z podróży. Olbrzymia różnorodność, ciekawe spojrzenie, charakterystyczna kreska, bardzo mi się podobały.
















To była druga wystawa rysunków Mistrza. Na pierwszej, gdzie wybrano rysunki dotyczące Japonii byłam  dwa (chyba) lata temu. Była wtedy w muzeum jakaś impreza z udziałem pana Wajdy i Krystyny Zachwatowicz. Ośmieliłam się i poprosiłam o możliwość zrobienia zdjęcia. Zachowam w pamięci miły uśmiech i zgodę, byłam wzruszona. Teraz mam pamiątkę po Wielkim Artyście.



Tamtą wystawę opisałam  9 sierpnia 2014 roku.
Wybieram się jutro do Mangghi, umówiłam się zanim się dowiedziałam o śmierci. Jeszcze przed muzeum jest wystawa poświęcona Jego Twórczości 40/90. Jakże inaczej będę tam teraz zaglądać, odszedł człowiek, dzięki któremu to miejsce powstało.
Ma spocząć na Salwatorze, bywam tam czasem, będę Go mogła odwiedzić.


piątek, 7 października 2016

"Koszycka moderna"

Wystawa stanowi prezentację środowiska artystycznego Koszyc lat dwudziestych minionego wieku. Zjawisko to, określane mianem „koszyckiej moderny”, współtworzyli artyści związani z miastem na stałe – jak Anton Jaszusch czy Konštantín Bauer – oraz twórcy przyjezdni, przebywający w Koszycach przez kilka lat, a nawet miesięcy, np. Eugen Krón, František Foltýn, Géza Schiller czy Sándor Bortnyik. Wielu z nich związanych było wcześniej ze środowiskiem budapesztańskim, wiedeńskim lub berlińskim.

Koszyce – miasto o wielowiekowej historii i żywych tradycjach artystycznych – były przestrzenią krzyżowania się różnych wpływów kulturowych, zamieszkałą przez ludność słowacką, węgierską, niemiecką i żydowską. Charakter miejsca sprzyjał atmosferze otwartości i tolerancji, która przyciągała doń liczne grono twórców. Wraz z powstaniem Pierwszej Republiki Czechosłowackiej Koszyce stały się ważnym centrum kulturalnym i największym ośrodkiem miejskim na wschodnich krańcach nowo utworzonego państwa. Istotną rolę w tym procesie odegrało Muzeum Wschodniosłowackie oraz jego dyrektor – czeski prawnikJosef Polák, który skupił wokół siebie liczne grono twórców.
Tekst pochodzi ze strony Międzynarodowego Centrum Kultury.
Byłam dzisiaj, nazwiska mi nieznane, obrazy też, tym bardziej warte zobaczenia.














Ciekawostka, plakat z wystawy w Koszycach z 1927 roku.


Urzekł mnie ten obraz pt "Zmartwienie"



Podobała mi się też "Nirwana"


Wystawie, jako uzupełnienie, towarzyszył krótki film przedstawiający Koszyce z początku lat 30-tych dwudziestego wieku.
Nie będę się wymądrzać, obejrzałam z przyjemnością, jak zwykle nie dało się zrobić porządnych zdjęć, bo odbicie światła psuje efekt.
A po wystawie byłam na kawce w księgarni Matras, gdzie urzadzili przytulną kawiarenkę  i fajne miejsca do czytania.




środa, 5 października 2016

Nie cierpię

takiej pogody. Dni szarych o rana do wieczora, lejącego bez przerwy deszczu i zimnego wiatru. Nie znoszę chodzenia z parasolem, kiedy przy każdym wejściu do sklepu trzeba go składać i moczyć sobie ręce, a potem nieść ociekający deszczówką. Targanie zakupów w jednej ręce, bo w drugiej parasol, zła jestem, bo nie mam kurtki z kapturem, bo trzeba wyciagnąć swetry, bo mi zmokły spodnie i buty. Ulice dziurawe jak ser, kałuże rozpryskiwane przez beztroskich kierowców, nadęci i równie wściekli jak ja ludzie...jak żyć, się pytam - przestworzy.
O innych powodach złego humoru juz pisać nie wypada, dość utyskiwań, blogowy wentyl trochę pomógł.
Przyda się trochę koloru, sięgnę więc do moich wystawowych zasobów. Tu też się wkurzyłam, bo szukając dokładniejszych informacji o malarzu, natrafiłam na artykuł krytykujacy wystawę w Kazimierzu Dolnym, skąd malarz pochodził. Komuś się nie spodobało, a potem nieopatrznie kilka komentarzy przeczytałam, co mi nastroju nie poprawiło.
 Już nie piszę więcej , jeszcze tylko informacja o kogo chodzi.
CHAIM GOLDBERG (1917 - 2004) urodzony w Kazimierzu Dolnym malarz grzfik, absolwent ASP w Warszawie. W latach pięćdziesiątych wyemigrował do Izraela.
A teraz trochę malarskiego koloru na paskudny dzień.


Zdjęcie młodego Chaima przed wyruszeniem "na naukę".













Wprawdzie grafika jest czaro-biała ale bardzo mi się podoba.




Nie będę komentować, ani opisywać treści, obrazy się podobają, albo nie.
Mam tylko nadzieję, że jutro przestanie lać.