Na początek zbeształ mnie jakiś porządkowy jak robiłam TO zdjęcie. Własność kolei i nie wolno, wcale się nie dziwię, bardzo strategiczna własność.
Kiedyś był tu placyk z budami i kwitł drobny handelek, chciałam uwiecznić zmiany, no ale skoro nie wolno, niech sobie mają, tylko powinni postawić znak.
Tłumy jak zwykle i do oglądania sporo, na szczęście już nikt zdjęć nie zabraniał robić.
Tłumy już na początku.
Wśród takiego badziewia czasem coś można wygrzebać,
to był bardzo duży wachlarz.
Tutaj zawsze zatrzymuję się na dłużej, bo pan pozwala grzebać, przymierzać, oglądać, wydziwiać i zdjęcie pozwolił zrobić.
W takich pudełkach też lubię grzebać.
Ta dziwna skrzynka to kasa fiskalna z 1800 któregoś roku.
Tu w tle też widać własność kolei, ale mnie się podobały krzesła.
Nie noszę wiszących kolczyków bo pewnie bym je kupiła.
Patefon na korbkę,
zatrzęsienie bibelotów i innych różności.
Szklane kule i stareforemki do ciastek.
Jak już nasyciłam oczy, nie odmówiłam sobie powrotu przez zawsze urocze uliczki Kazimierza,
zawsze pełne turystów i knajpek.
Nad Wisłą tłumy, ożywiły się barki-restauracje,
na wałach grupki wygrzewające się do słońca. Nie zabawiłam tam długo, nie lubię tłoku, bocznymi uliczkami dotarłam do tramwaju, jeszcze po drodze spotkałam Córę z rodzinką, przeszliśmy razem kawałek. To była udana niedziela.