niedziela, 11 marca 2018

Niedziela

Nie lubię galerii handlowych, kupuję tam czasem z konieczności i prędko uciekam, dlatego zamknięcie ich nie było dla mnie żadną tragedią. Doskonale pamiętam czasy kiedy sklepy były w niedziele zamknięte, a w soboty tylko do południa, jednak człowiek się rozbestwił i kiedy stwierdzał, ze czegoś brakuje, beztrosko postanawiał dokupić w niedzielę. Tym razem niczego mi nie brakło, mogłam się cieszyć piękna pogodą. Od dłuższego czasu ciągnęło mnie pod Halę Targową, (poszukuję starej wyżymaczki) skorzystałam że ciepło i ładnie więc się wybrałam. Profilaktycznie, nie wzięłam pieniędzy, tylko jakieś grosze, bo wiem że pokusy tam wielkie.
Na początek zbeształ mnie jakiś porządkowy jak robiłam TO zdjęcie. Własność kolei i nie wolno, wcale się nie dziwię, bardzo strategiczna własność.

Kiedyś był tu placyk z budami i kwitł drobny handelek, chciałam uwiecznić zmiany, no ale skoro nie wolno, niech sobie mają, tylko powinni postawić znak.
Tłumy jak zwykle i do oglądania sporo, na szczęście już nikt zdjęć nie zabraniał robić.

Tłumy już na początku.


Wśród takiego badziewia czasem coś można wygrzebać,


to był bardzo duży wachlarz.


Tutaj zawsze zatrzymuję się na dłużej, bo pan pozwala grzebać, przymierzać, oglądać, wydziwiać i zdjęcie pozwolił zrobić.


W takich pudełkach też lubię grzebać.



Ta dziwna skrzynka to kasa fiskalna z 1800 któregoś roku.


Tu w tle też widać własność kolei, ale mnie się podobały krzesła.





Nie noszę wiszących kolczyków bo pewnie bym je kupiła.


Patefon na korbkę,


zatrzęsienie bibelotów i innych różności.




Szklane kule i stareforemki do ciastek.


Jak już nasyciłam oczy, nie odmówiłam sobie powrotu przez zawsze urocze uliczki Kazimierza,





zawsze pełne turystów i knajpek.


Nad Wisłą tłumy, ożywiły się barki-restauracje,


na wałach grupki wygrzewające się do słońca. Nie zabawiłam tam długo, nie lubię tłoku, bocznymi uliczkami dotarłam do tramwaju, jeszcze po drodze spotkałam Córę z rodzinką, przeszliśmy razem kawałek. To była udana niedziela.

środa, 7 marca 2018

Stare koronki...bez arszeniku.

Lubię koronki, pamiętam jak mama robiła szydełkiem kołnierzyki, obrębiała chusteczki, a nawet zrobiła sobie koronkowe rękawiczki. Mnie ozdabiała sukienki jak byłam mała, na stole leżała koronkowa serweta, pamiętam u znajomych taką kapę na łóżko. Becik córki też miał falbankę z koronką.
Byłam na wystawie KORONKA. TRADYCJA-REAKTYWACJA.
Moda z końca XIX i początku XX wieku, osiemnastowieczne malarstwo portretowe, gdzie w strojach pojawiają się koronki. Wystawa raczej skromna, ale nie ujmuje jej to uroku. Opisana tradycja wykonywania, zdobienia strojów kiedy to do robienie koronek należało do obowiązkowych umiejętności kobiety.

Ilustracje z żurnali, suknie ozdobione koronkami.



Koronki ze zbiorów muzeum.







Zaproszenie na imieniny wydrukowane na jedwabiu.


Kołnierz Heleny Modrzejewskiej




Motywy zakopiańskie, wzory koronek projektował też Stanisław Witkiewicz.


Taka saszetka czy torebka, ale nie było opisu.




Strój nocny.


Wzory koronek klockowych i


przybornik dla damy. Niestety tak wyeksponowany, że żadne zdjęcie dobrze nie wyszło.


Tutaj już reaktywacja koronek. Suknia ślubna z lat pięćdziesiątych i koronkowy płaszcz z 70 projekt Antkowiaka.



Ciekawostka, te kwiatki i motyl są wykonane koronką klockową z metalowych nici.





Wzory koronek i klocki



znalezione na strychu w Zakopanem i odwzorowane współcześnie.




Zabrakło mi na wystawie wystroju wnętrz. Jeszcze ja pamiętam robione szydełkiem firanki, serwety, serwetki, pięknie obrębiane koronką chusteczki do nosa. Trochę mało też było i informacji o technice wykonywania koronek, jakiś filmik prezentujący pracę koronczarek by się przydał.

Na koniec koronkowe  rękawiczki mojej mamy.


Kołnierzyk robiony przez nią też jeszcze mam, kiedyś nosiłam.