niedziela, 15 kwietnia 2018

Zamiast...

Plan miałam i jak to z planami - nie wyszło. Miało być o pięknych magnoliach w Ogrodzie Botanicznym, ale okazało się że jeszcze wczoraj był zamknięty. Zła byłam, ale cóż poradzić, postanowiłam poszukać czegoś innego. Dzisiaj pogoda wymarzona na spacery, ciepło ale nie upał bo niebo szare, słońce ledwo prześwituje, lekki wiaterek, pokusa nieprzetartych ścieżek duża. Znudziły mi się ciągle te same trasy, wybrałam coś nieznanego. Okolice Lasku Wolskiego, skręciłam w leśną ścieżkę i sobie szłam. Cicho, zielono, już zawilców całe dywany, przyjemnie tak wędrować.


Nie wiem kiedy zakwitły już na osiedlu te różowe śliczności.


Spotkałam zielonooką panienkę, brudna trochę była bo się rozkosznie tarzała na ścieżce.


Zawilce wszędzie.



Dzielnica do której dotarłam to podmiejska dzielnica willowa, lubię tam zaglądać i szukać ciekawych domów. Niestety większość otoczona murami i drzewami, musiałabym mieć chociaż szczudła. Z mojego poziomu widać zaledwie dachy, a w murach nie ma dziur.


Natrafiłam na dom miłośnika ryb ?


Całość,


ozdoba balkonu,


mur wokół posesji.


Nierówny teren, domy jakby jeden nad drugim.


Wśród tych pięknych willi taki stary dom i tu właśnie jakiś młokos wyskoczył do mnie z pretensjami, że robię zdjęcia. Dom wygląda na niezamieszkały,  powiedziałam mu , że przecież to zabytek więc się zamknął.


A trochę dalej takie cudo.



Dom w budowie, przeczytałam na kartce informację, że to dom jednorodzinny. Nie wiem czy chciałabym w takim mieszkać.



Miałam ochotę podejść bliżej bo chyba bym dała radę podejść, ale stał tam samochód, nie miałam ochoty na następną konfrontację.


Mur można ozdobić także tak.


Komuś się zamarzyła komnata na wieży.


Tylko z daleka, dojść bliżej nie można.


Magnolie też były.


Na zakończenie wędrówki cudowny zapach tych niepozornych drzewek.
Trochę mnie nogi bolą, ale warto było, już obmyślam następną trasę.

niedziela, 8 kwietnia 2018

Zbieranina...

Nigdzie dalej niż utarte ścieżki nie byłam, aparatu mi się ostatnio nie chce nosić, nic się prócz zmiany pogody nie wydarzyło.
Pozbierałam więc trochę zaległych zdjęć i jest to i owo, żeby nie powiedzieć bałagan i nic do siebie nie pasuje.
Prócz Rękawki jest jeszcze niedaleko odpust przy kościółku św. Benedykta. Maleńki stary kościółek, przy którym  jako przeciwieństwo trochę pogańskiej Rękawki odbywał się odpust. Zostało to do dzisiaj i kościółek jest otwarty raz w roku, we wtorek po wielkanocnym poniedziałku.


Był otwarty, poszłam zobaczyć, bo w środku jeszcze nie byłam.







Odpust jak to odpust: balonowe koszmarki,



serca na patyku,


tego szukałam, pamiętam z dzieciństwa, że były na każdym odpuście. Tutaj tylko na jednym straganie, dwa i takie mizerne.
Na kilku spacerach byłam, znalazłam :


krokusy,


w miejscu gdzie zwykle było aż niebiesko, tylko mizerne kępki fiołków



pączki już są,


transport na lotnisko,


puchate bazie.


Dołożyłam do kolekcji kilka rzeźb nad bramami, niestety już mi się myli i nie wiem gdzie która była.




Dzisiaj na spacerze też byłam, ale szłam starą trasą i aparatu nie wzięłam. Nie było ciekawych miejsc, jeszcze przewaga szarości, na szczęście już zakwitły forsycje. No ale zdjęcia nie zrobiłam.








wtorek, 3 kwietnia 2018

Rękawka

Miałam nie iść, nie planowałam, co mnie podkusiło, nie wiem. Skończyłam dyżur, wsiadłam w tramwaj w stronę przeciwną niż ta do domu i pojechałam na drugi koniec miasta. Było jak przewidziałam: bardzo ciepło, jeszcze bardziej tłoczno i wcale mi się nie podobało. Starzeję się i moje nielubienie tłumów z roku na rok wzrasta.
Potem sobie przypomniałam, że byłam dwa lata temu i już opisałam na blogu, ale co mi tam, opiszę jeszcze raz.
Zwycaj ten ma długą historię:

Wiąże się go z legendą o kopcu Kraka, usypanym po śmierci króla przez lud. Tradycja podaje, że ziemię na kopiec noszono w rękawach i stąd wzięła się nazwa "Rękawka". Na podobny źródłosłów wskazuje jedna z fraszek Jana Kochanowskiego, w której "rękawka" oznacza grobowiec usypany rękami. Rękawka swoimi korzeniami niewątpliwie nawiązuje do pogańskich obrzędów związanych z Dziadamiwiosennymi, przypadającymi na okres przesilenia wiosennego. Sam źródłosłów, wbrew ludowej tradycji, nie ma nic wspólnego z noszeniem ziemi, chociaż nawiązuje do kultu zmarłych.


Do przejawów pierwotnej czci oddawanej zmarłym należało między innymi zrzucanie ze wzgórza pokarmów i monet. Możliwe, że nastąpiło to, w oparciu o, być może jeszcze przedsłowiański, kopiec oraz połączenie wątków z legendy o Kraku z wierzeniami słowiańskimi[6]. Obrzęd może być również echem dawnych tradycji celtyckich związanych z kultem boga śmierci Smertiusa[7].

Po stoku kopca co możniejsi toczyli jajka, szewskie placki, obwarzanki, bułki, jabłka, pierniki, wprost w ręce chłopców i gawiedzi[8]. Jeszcze w 1939 największą atrakcją było rzucanie z góry chleba, jabłek, pisanek, zabawek, baloników[9].
Tegoroczna Rękawka była pod hasłem "Słowiańskie zaświaty", miała być ceremonia pogrzebowa i odprowadzenie zmarłego do  Nawii. Potyczki średniowiecznych wojów też. Niestety czas jaki tam spędziłam był akurat przerwą w pokazach, a po godzinie miałam dosyć i sobie poszłam, bez żalu. 


Droga pod Kopiec,


na nim już ciasno,


tłumy pod .


Trochę badziewia dla gawiedzi.




Szukałam stoisk z ładną biżuterią miedzianą lub srebrną  niestety w tym roku nie było nic ciekawego.



Podobały mi się gliniane paciorki.



ładne wyroby drewniane, ale panie wyraźnie znudzone.


To była jakaś pasjonująca gra, nie wiem na czym polegała.


Właściciele oręża poszli się posilić



Ta dziewczyna uparcie walczyła z plączącą się nitką.


Można było przymierzyć, chętnych nie widziałam.


Tak mi zasłaniali , że zdążyłam tylko takie zdjęcie zrobić, w wózeczku jest prawdziwe dziecko, bardzo było zadowolone.


Wspólne dzierganie.


To chyba brama w zaświaty,


Nie bardzo wiem do czego miały służyć owe dość makabryczne "porcje"





Kapliczki, czy coś innego, ale bardzo malownicze.




Ta postać wystraszyła niektóre maluchy, inne robiły sobie chętnie zdjęcia.


Pakuły na drzewach miały chyba potęgować wrażenie grozy,



ta główka była paskudna.

Wyszłam z tajemniczego miejsca cało i opuściłam imprezę, nie zobaczywszy żadnej inscenizacji. Kto ma ochotę to walka wojów jest poniżej.  I tak bym się nie dopchała żeby zrobić dobre zdjęcia. 
Porównałam sobie zdjęcia z poprzedniej wizyty i doszłam do wniosku, że są o wiele ładniejsze, ludzi było mniej i straganów "średniowiecznych" więcej.

https://www.youtube.com/watch?v=acxVEWM3_og