Miałam nie iść, nie planowałam, co mnie podkusiło, nie wiem. Skończyłam dyżur, wsiadłam w tramwaj w stronę przeciwną niż ta do domu i pojechałam na drugi koniec miasta. Było jak przewidziałam: bardzo ciepło, jeszcze bardziej tłoczno i wcale mi się nie podobało. Starzeję się i moje nielubienie tłumów z roku na rok wzrasta.
Potem sobie przypomniałam, że byłam dwa lata temu i już opisałam na blogu, ale co mi tam, opiszę jeszcze raz.
Zwycaj ten ma długą historię:
Wiąże się go z legendą o kopcu Kraka, usypanym po śmierci króla przez lud. Tradycja podaje, że ziemię na kopiec noszono w rękawach i stąd wzięła się nazwa "Rękawka". Na podobny źródłosłów wskazuje jedna z fraszek Jana Kochanowskiego, w której "rękawka" oznacza grobowiec usypany rękami. Rękawka swoimi korzeniami niewątpliwie nawiązuje do pogańskich obrzędów związanych z Dziadamiwiosennymi, przypadającymi na okres przesilenia wiosennego. Sam źródłosłów, wbrew ludowej tradycji, nie ma nic wspólnego z noszeniem ziemi, chociaż nawiązuje do kultu zmarłych.
Do przejawów pierwotnej czci oddawanej zmarłym należało między innymi zrzucanie ze wzgórza pokarmów i monet. Możliwe, że nastąpiło to, w oparciu o, być może jeszcze przedsłowiański, kopiec oraz połączenie wątków z legendy o Kraku z wierzeniami słowiańskimi[6]. Obrzęd może być również echem dawnych tradycji celtyckich związanych z kultem boga śmierci Smertiusa[7].
Po stoku kopca co możniejsi toczyli jajka, szewskie placki, obwarzanki, bułki, jabłka, pierniki, wprost w ręce chłopców i gawiedzi[8]. Jeszcze w 1939 największą atrakcją było rzucanie z góry chleba, jabłek, pisanek, zabawek, baloników[9].
Tegoroczna Rękawka była pod hasłem "Słowiańskie zaświaty", miała być ceremonia pogrzebowa i odprowadzenie zmarłego do Nawii. Potyczki średniowiecznych wojów też. Niestety czas jaki tam spędziłam był akurat przerwą w pokazach, a po godzinie miałam dosyć i sobie poszłam, bez żalu.
Droga pod Kopiec,
na nim już ciasno,
tłumy pod .
Trochę badziewia dla gawiedzi.
Szukałam stoisk z ładną biżuterią miedzianą lub srebrną niestety w tym roku nie było nic ciekawego.
Podobały mi się gliniane paciorki.
ładne wyroby drewniane, ale panie wyraźnie znudzone.
To była jakaś pasjonująca gra, nie wiem na czym polegała.
Właściciele oręża poszli się posilić
Ta dziewczyna uparcie walczyła z plączącą się nitką.
Można było przymierzyć, chętnych nie widziałam.
Tak mi zasłaniali , że zdążyłam tylko takie zdjęcie zrobić, w wózeczku jest prawdziwe dziecko, bardzo było zadowolone.
Wspólne dzierganie.
To chyba brama w zaświaty,
Nie bardzo wiem do czego miały służyć owe dość makabryczne "porcje"
Kapliczki, czy coś innego, ale bardzo malownicze.
Ta postać wystraszyła niektóre maluchy, inne robiły sobie chętnie zdjęcia.
Pakuły na drzewach miały chyba potęgować wrażenie grozy,
ta główka była paskudna.
Wyszłam z tajemniczego miejsca cało i opuściłam imprezę, nie zobaczywszy żadnej inscenizacji. Kto ma ochotę to walka wojów jest poniżej. I tak bym się nie dopchała żeby zrobić dobre zdjęcia.
Porównałam sobie zdjęcia z poprzedniej wizyty i doszłam do wniosku, że są o wiele ładniejsze, ludzi było mniej i straganów "średniowiecznych" więcej.
https://www.youtube.com/watch?v=acxVEWM3_og