niedziela, 5 czerwca 2016

Smoki paradują.





Od soboty smoków się w mieście namnożyło. Najpierw nocą przy huku fajerwerków latały nad Wisłą  wielkie, kolorowe i baloniaste.

zdjęcie ściągnięte z internetu

Pokazu nie widziałam, bo późno był i miałam inne zajęcia.
Natomiast dzisiaj nie opuściłam 16 Parady Smoków, która tym razem nawiązywała do malarstwa. Powędrowały Grodzką do Rynku stwory rozmaite, wielkim nakładem pracy tworzone w przedszkolach i szkołach. Jedne bardziej do smoków podobne, inne mniej, a wszystkie  nawiązywały w różnym stopniu czytelności do znanych obrazów lub mistrzów pędzla. Zdjęcia robiłam trochę na oślep bo słońce w oczy zaglądało, ale parę mogę pokazać.


Lada moment pochód się zacznie, na Grodzkiej gromadzą się tłumy.


Ach, jak ona zalotnie mrugała żółtymi rzęsami.



Typowy chiński,



tego nie przypisałam nikomu,


jak na słoneczniki są zbyt dosłowne, ale może się mylę.


Makowski?


Ten złoty potwór wywołał achy i ochy, przód imponujący,


ciężki środek,


rozłożysty ogon.



Ten mi wygląda na Fangora.



Wygląda znajomo?


"Smoczyca z łasiczką"



Sielsko i z bocianem, klimat pana Chełmońskiego.


Tu nie dopasowałam, może ktoś wie?


Stańczyk?






Wyspiański i secesja.





Brak konkretnych skojarzeń i 


to wygląda znajomo. Niestety "twarzy" nie złapałam, bo akurat ktoś mi zasłonił widok.






Na koniec ta urocza dama.
Obiecywałam sobie, że tym razem nie będę stała w tłumie, tylko pójdę na miejsce zbiórki i spokojnie porobię zdjęcia. Niestety "siła wyższa" sprawiła, że nie zdążyłam. Trochę szkoda, a jaki był tłum to widać w balonikowych odbiciach.



Może za rok znów pójdę.




czwartek, 2 czerwca 2016

Spotkanie ze szkłem.

Wypatrzyłyśmy  Centrum Szkła i Ceramiki już przy poprzedniej wizycie na Lipowej. Wtedy zajrzałyśmy tylko do sklepu, ale wiadomo było że wrócimy.
Na umówione spotkanie dotarłam już w deszczu, na szczęście nie był to spacer tylko zwiedzanie.
Kilka słów o historii miejsca ściągam ze strony Centrum.


Historia

1931 - w dawnej fabryce zapałek „Znicz" przy ul. Lipowej 3 na Zabłociu powstaje Krakowska Huta Szkła inż. L. Bąkowski, D. Chazan i Spółka. Wykwalifikowani robotnicy przybywają do Krakowa przede wszystkim z Narewki i Białegostoku, gdzie współwłaściciele firmy, Dawid Chazan i Leon Bąkowski posiadają inne, mniejsze huty szkła. Huta przy Lipowej zajmuje się produkcją butelek (na wino, wody mineralne) i szkła aptecznego, zatrudniając od 300 do 500 osób, w zależności od ilości zamówień z Państwowego Monopolu Spirytusowego.
VI.1940- Krakowska Huta Szkła zostaje skonfiskowana przez Niemców. Majątkiem do maja 1943 roku zarządza firma Treuhand Verwertung G.m.b.H., kiedy to parcele wraz z budynkami sprzedane zostają Generalnej Dyrekcji Monopoli (Generaldirektion der Monopole).
8.II.1945 - po opuszczeniu Krakowa przez wojska niemieckie, majątek przejmuje Państwowy Monopol Spirytusowy.
1.I.1951 - huta przechodzi w zarząd Zjednoczenia Przemysłu Szklarskiego, który tworzy nową jednostkę – Krakowskie Huty Szkła. W skład KHS wchodzą również Huta Szkła w Skawinie oraz Huta Wawel przy ul. Zabłocie.
1962 - Krakowskie Huty Szkła stają się siedzibą ośrodka naukowo-badawczego przemysłu szklarskiego. Dziewięć lat później dochodzi do połączenia ośrodka z Hutami i tym samym do stworzenia placówki badawczej posiadającej znaczne możliwości produkcyjne.
1972- krakowski ośrodek staje się filią warszawskiego Instytutu Szkła. Lata 70-te to okres największej prosperity Filii, kiedy to przy Lipowej 3 zatrudnianych jest prawie 500 osób.
1.I.2010 - dochodzi do połączenia Filii z inną krakowską jednostką naukowo-badawczą – Instytutem Mineralnych Materiałów Budowlanych.
Część tej historii opowiedział nam sympatyczny pan, bo naszym celem był pokaz ręcznego formowania szkła. Miła pani z recepcji zaprowadziła nas do wielkiej hali, gdzie kiedyś produkowano szkło na skalę przemysłową. Teraz dwóch panów pokazało swoje umiejętności przed naszymi zachwyconymi oczami.



W piecu po lewej jest płynne szkło, po prawej piec do podgrzewania z temperaturą  1500 stopni.


Dmuchanie,


dodawanie elementu w innym kolorze,


rozszerzanie, cały czas to wszystko wiruje, zmienia kształt,



aż powstaje dwukolorowa patera.


Potem z tej małej grudki,


wyciąganej,


wirującej,


szczypanej,


wyłania się figurka kota.


Po pożegnaniu z panami poszłyśmy do muzeum.





Wszystko to narzędzia


o pięknych nazwach.


W gablotach eksponaty modnego kiedyś szkła krakowskiego, to już projekty plastyków,


których projekty pracownicy huty potrafili zrealizować.


Teraz już się takich nie robi, moda się zmieniła, sposób barwienia jest inny i nie daje takich efektów.






Przyciski do papieru.



Poniższe szkło to już sklep.


Można kupić tutaj różności od 12 złotych do







2400 jak ta para.
Syte wrażeń znów wyszłyśmy w deszcz. Polecam to miejsce bo warto i atmosfera miła.