piątek, 18 sierpnia 2017

Świat odwrócony...

Upał...od tygodnia bez deszczu temperatury ponad 30 stopni. Trawniki osiedlowe przypominają klepisko,
 kurz i zapach spalenizny miesza się z wonią suchej trawy i opadłych liści, których pełno pod drzewami.

To widok z mojego balkonu, dzisiaj o godzinie 20-tej,


a to na termometrze.
Trochę mokrego się przyda, zbierałam te zdjęcia na taką właśnie okoliczność. Wiem, że niepogoda jest uciążliwa, ale naprawdę trochę deszczu by się przydało, takiego spokojnego, gęstego i najlepiej w nocy. W dzień niech świat się odbija w kałużach.


Lubię zaglądać w kałuże, mam wrażenie, że oglądam w świat równoległy,


błękitny,


złoty


gdzie zwiędłe badyle kąpią się w lśniącej wodzie.




Księżyc jakby bliżej ziemi,


budynki nabierają innego wymiaru.



Patrzysz w głąb i widzisz chmury pod nogami.


Planty jak wypolerowane,


płot mniej stanowczy,


te szare widoczki też ładne.




Błękitnie na placu budowy,



Na starym asfalcie ciekawie,


wiadomo, że jak deszcz to kałuże.


Zimowych, zamarzniętych kałuż Wam oszczędzę, nie będę kusić losu.





niedziela, 13 sierpnia 2017

A może tak na Bali?

Czas na miejskie klimaty. Minęła fala upałów, nie udało się uciec od apogeum gorąca, jakoś przetrwałam w mieście. Na fali gorąca trochę egzotyki, czyli sztuka Bali.



Ściągnęłam powyższe ze strony Muzeum, bo mi się podoba. Sama sztuka....no cóż, podobno odkąd wyspę owiedza dużo turystów, niemal każdy Balijczyk jest po trosze artystą. Na wystawie są obrazy całkiem swpółczesne, ale także dawne, tradycyjne, rzeźby i tkaniny. Podobały mi się tkaniny, ich wyważona kolorystyka i wzory. Malarstwo zaskakujące kolorami, ale też czarno-białe, jakby mroczniejsza strona życia czy religii.







To są rytualne szale.




Charakterystyczna, niezwykle bogata ornamentyka.






Obrazy z życia.



Współczesne, grające kolorami.



A ten miał przedziwny tytuł:


Po wystawie kawa na tarasie z widokiem na Wisłę i można się poczuć wakacyjnie.





wtorek, 8 sierpnia 2017

Nie jest ławo....

wracać z takiej ucieczki.
Żal porzucać położony pod lasem dom, wieczorne granie świerszczy, powietrze pachnące żywicą, łąki pełne kwiatów, nareszcie daleki widnokrąg.
Wyjechałam wieczorem, już po drodze zaczął padać deszcz, na szczęście nie długo i nie mocno. Na miejscu okazało się, że była burza, awaria i nie ma wody. Rano z kolei powtórka z rozrywki bo wyłączyli prąd, pompa stanęła i wody znów nie ma.
Wszystko to jednak nie zepsuło mi rannego widoku za oknem.


Piękny świt,


po śniadaniu spacer z wnuczką. Zapozował nam motyl,


zalśniły kolory,



raczył się zatrzymać pasiasty jegomość


i takie bzyczadło.


Pogoda jak marzenie, lekki wiatr, słońce, trochę chmur, nogi same niosły


między domami,




przez las i kolorowe łąki.

Po powrocie będzie podwieczorek pod chmurką,



wypoczynek,


oświetlone zachodzącym słońcem Tatry,


księżyc w pełni i wieczorna posiadówka, świerszcze i skaczące po trawniku żaby.


Po dwóch dniach słońca, deszcz i odjazd gości, a żeby dziecko się nie nudziło


to lepiło sobie tygryska i inne zwierzątka.


Po deszczowym dniu wieczorem wyjrzał księżyc, ale mokro było i temperatura spadła do 12 stopni.
Dzisiaj już było ładnie, ale trzeba było wyjeżdżać.




Zabieram ze sobą te widoki, wspomnienia i niedosyt.