środa, 17 października 2018

"Bajanka" cz.5


"Październikowa noc. 

Zapachy dworcowego peronu – składowa: smaru, oleju, wilgoci, dymu, stali, mgły, papierosowego dymu i niepokoju podróżnych. Kolej. Gwizd, kłęby pary, czerń lokomotywy, czerwień lic jej kół, zamach, nagłe cofnięcie, pisk hamulców. Obłęd w oczach pomocnika maszynisty i spokój w oczach jego pryncypała. Wszystko to sprawiało – nie wiem dlaczego – że czułem się jak u siebie. Spojrzałem w głąb peronu, moje miasto ginęło w oparach dymu lokomotywy. Stalowa kratownica schodów, wagonowy korytarz, zastygłe w bezruchu zasłony okien i wreszcie wnętrze pulmanowskiego wagonu. Przedział tylko dla mnie. Noc. Siadam przy oknie. Czekam na gwizd zawiadowcy, a po nim na gwizd lokomotywy. Wcześniej usłyszę stukot stalowego młotka uderzającego w osie wagonów. Jeszcze chwila i kolej ruszy, a ja wtulony w plusz siedzeń zacznę się wpatrywać w jego okno. Nie mogę się doczekać chwili, gdy całkiem znikną światła mojego miasta, a za oknem w ciemności ogarniającej świat pojawią się - ulatujące na wolność przez komin lokomotywy  - wesołe czerwone iskierki żaru.
Byłem w podróży. Była to podróż której tak pragnąłem!!! Miałem się z Nią zobaczyć ! Tam zobaczyć! Być z nią !!!
Przeciągły gwizd zawiadowcy i szybka odpowiedź lokomotywy. Nie musiałem spoglądać za okno by widzieć szefa pociągu z chorągiewką w dłoni i salutującego mu tym samym gestem zawiadowcę stacji. Pociąg ruszył … .
Spojrzałem  by móc obserwować jak wszystko za oknem znika, staje się historią, gdy usłyszałem dźwięk otwieranych drzwi. Po chwili jakaś męska dłoń zdecydowanym ruchem rozsunęła zasłony i zobaczyłem wchodzącego do przedziału mężczyznę.
Witaj młodzieńcze – usłyszałem. Skinąłem głową. Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko temu bym się dosiadł do Ciebie w tym przedziale pulmanowskiego wagonu i bym razem z Tobą odbył  podróż do końca - powiedział jak się miało okazać mój współtowarzysz podróży. Proszę – odpowiedziałem i zaraz zapytałem: końca? No tak! Do końca podróży. Na razie nie wiem czyjej i stan owej niewiedzy trwać będzie do póki nie dowiemy się dokąd zmierzamy. Mój rozmówca  cylinder położył na siedzeniu obok, jednym ruchem zdjął  płaszcz, drugim poprawiał poły surduta po czym usiadł zakładając nogę na nogę i wsparł obie dłonie na lasce.

 Spojrzał na mnie badawczo, uśmiechnął się i powiedział: pozwól zacny kawalerze, że się przedstawię. Jestem hrabia Oskar von Berg bei Yarotschin. W tej chwili towarzysząc Tobie w podróży udaję się do mojej posiadłości.
Co było robić, przedstawiłem się i także zdradziłem mój cel podróży: udaję się do zaprzyjaźnionej rodziny która mieszka w Crown Fields Haus. Znam, znam , znam strzelił słowami hrabia i delikatnym ruchem dłoni strzepnął niewidzialny pył z ostrego jak brzytwa kantu lewej nogawki sztuczkowych spodni. Musiałem przyznać., że ubiór hrabiego robił na mnie wrażenie.
Pozwolisz, że zapalę – zapytał. Proszę- odpowiedziałem. Po chwili dym egipskiego papierosa zaczął cienką smużką unosić się w górę, a hrabia powracając do swej wypowiedzi dodał: znam miejsce i właściciela tego pięknego pałacu. Bardzo zacny człowiek, wielkiego serca, ducha, ogromnej wiedzy i wielu pasji. Mąż pięknej żony i ojciec dwóch cudownych córek: Beatrycze i Urszuli.
Uniosłem lekko prawą brew by jak najdelikatniej wyrazić swoje zdziwienie tym, że hrabia tak szybko, na początku naszej znajomości, powiedział mi tak wiele informacji, które można określić mianem poufne. Hrabia wybornie odczytując uniesienie mojej brwi rzekł: Wiem jaka myśl zaprząta teraz Twoją głowę drogi kawalerze. Otóż nie ma nic dziwnego w tym, że powiedziałem Tobie tyle o rodzinie mego przyjaciela z Crown Fields Haus. Po pierwsze obaj jesteśmy dżentelmenami– kontynuował wypowiedź hrabia. Po drugie w związku z tym możemy mieć do siebie zaufanie, po trzecie za oknem mamy wspaniałą mgłę – zakończył. Spojrzałem za okno i stwierdziłem, że faktycznie … mgła. Przez chwilę odniosłem wrażenie, że pociąg jedzie w mleku. Tylko chwilę. Szybko bowiem owo wrażenie odrzuciłem uznając je za bezzasadne, dziecinne i niedorzeczne.
„Po trzecie za oknem mamy wspaniałą mgłę” – powtórzyłem wypowiedź hrabiego i dodałem: całkowicie się z panem, panie hrabio zgadzam. Jestem wielbicielem mgieł i wiele z nich zasługuje na miano wspaniałych, jednak … to „po trzecie …”?
Och! To proste, już wyjaśniam – rzucił hrabia. Mgła, która otula nasz pędzący pociąg jest doskonałym przykładem zilustrowania tego co chcę określić mianem zaufania. Otóż wyobraź sobie zacny kawalerze co robi teraz pomocnik maszynisty w naszej lokomotywie? Pomocnik maszynisty – odpowiadał za mnie hrabia – patrzy we mgłę, poci się ze strachu, w oczach ma obłęd, ciągle wyciera dłonie w spodnie i kręci się jak nakręcony. Dlaczego? – bo nie ufa! Tymczasem maszynista spokojnie pyka fajkę, patrzy z uśmiechem w mgłę i stara się nie patrzeć na pomocnika, który ciągle kręci się jak nakręcony. Powiem więcej! – przemawiał dalej hrabia – w pociągu jadącym z naprzeciwka pomocnik maszynisty i maszynista zachowują się identycznie jak nasi z tym, że jest bardzo prawdopodobne iż tamten maszynista pali fajkę nadziewając ją innym gatunkiem tytoniu. Otóż jak się pewnie domyślasz mój synu – rzucił hrabia – maszyniści ufają sobie i zawiadowcom stacji z których ruszyli, a pomocnicy nie ufają. Najchętniej zatrzymali by pociąg, przyłożyli ucho do szyn i słuchali czy nie jedzie nic z przeciwka tym samym torem. Potem dla pewności przeszli  na tor obok aby usłyszeć, że właśnie tym torem obok jedzie pociąg z przeciwka. To, że by się o tym przekonali to pewne … mogli by jednak się o tym już nie dowiedzieć … nie dostrzegłszy we mgle, że ów pociąg z naprzeciwka jest tak bardzo blisko! Zatem zadaję pytanie: ufamy sobie czy nie ufamy kawalerze? Tak ! – odparłem- ufamy!
No i dobrze! – klasnął w dłonie hrabia po czym szybko ułożył je ponownie na głowni laski, która w tym czasie nie zdążyła zmienić pozycji odchylając się w którąkolwiek ze stron. Musiałem to przyznać: hrabia miał piekielnie szybki refleks!
W tej samej sekundzie usłyszałem znany hałaśliwy dźwięk, torami obok przemknął pociąg jadący z przeciwka. Hrabia uśmiechnął się i powiedział: widzisz? Nie ma to jak zaufanie.
Popatrzyłem w okno. Mgła zniknęła nieoczekiwanie szybko. Być może pociąg pędzący z przeciwka zabrał ją ze sobą. To było bardzo możliwe. Przecież w każdym pociągu jedzie ktoś komu trzeba wytłumaczyć jak ważne jest zaufanie. Choćby dlatego by nie stracić głowy.
Miejsce mgły zajęła czerń rozświetlana pojedynczymi  iskierkami. Patrzyłem na ich taniec. Taniec pojawiania się i znikania.
Ulotne prawda? – zapytał hrabia. Tak – odpowiedziałem. Wiesz … zamyślił się chwilkę hrabia … wszystko w tym życiu jest ulotne. Czasami za bardzo – zakończył myśl hrabia i zaraz dodał na zakończenie – może Tobie się uda o tym nie przekonać.
Zapadło milczenie. By jakoś się w nim znaleźć spojrzałem w okno. Zobaczyłem w nim zamyśloną twarz hrabiego.
Ale, ale! – odezwał się – powracając do naszej rozmowy na temat Twojej wizyty w Crown Fields Haus … jestem pewien, że nie możesz się doczekać odwiedzin u przyjaciół, ale przede wszystkim spotkania z hrabianką Urszulą, jesteście w podobnym wieku … mam rację? – zapytał hrabia."


niedziela, 14 października 2018

Składanka

Zanim powstanie dalsza część opowieści zapraszam na jesienne to i owo. Bo się szwendać nie przestałam, powoli zapominam co miałam napisać. Piękną mamy pogodę, najpierw było wiosenne lato teraz letnia jesień. Lubię to jesienne intensywnie błękitne niebo, kolory, zapach suchych liści, dojrzałych owoców, rzadko już teraz snujących się dymów z ognisk.
Byłam niedawno w Muzeum Archeologicznym
Teren, gdzie obecnie znajduje się budynek muzeum, w okresie IX-XIII wiek znajdowały się drewniano-ziemne umocnienia podgrodzia Okół, a od XIV wieku mur obronny miasta. Pozostałości umocnień zachowały się w podziemiach Muzeum i w północno-wschodniej części ogrodu. W północno-zachodnim narożniku zabudowań i pod murem ogrodzenia od strony ul. Poselskiej widoczne są do dziś relikty baszty Legackiej (baszty Murarzy).
Na terenie Muzeum znajdowały się kolejno: dwór Gniewosza z Dalewic, siedziba rodu Tęczyńskich zwana Malowanym Dworem oraz XIV-wieczna łaźnia miejska, a od XV do końca XVIII w. kościół św. Michała z klasztorem karmelitów bosych. Po usunięciu zakonników urządzono w budynkach klasztornych więzienie, a później w miejsce kościoła urządzono salę sądową. Po roku 1874 połączono budynki więzienne z gmachem sądu i wykonano kaplicę w północno-zachodniej części zabudowań (od strony ul. Poselskiej). Od strony ul. Senackiej wzniesiono dzisiejszą bramę wjazdową i budynek dla potrzeb gospodarczych więzienia (kuchnia, pralnia, magazyn). Pomieszczenia więzienne przystosowano na pracownie, bibliotekę, magazyny i sale wystawowe.
Informacja z Wikipedii
 Podziemia.


Drzwi od celi więziennej,


cela.


Trochę starożytności, z mumią kota.






A po wyjściu z muzeum, na Kanoniczej taki obrazek.


Kiedyś rano takie coś na oknie mi siedziało.


Nie mogłam się oprzeć, te kolory w słońcu,


a na zdjęciu wcale tak ładnie nie wyglądają.


To rosło tuż przy ulicy, takiego grzyba jeszcze nie widziałam.


Nazwy ulic.




A przy bocznej drodze zakwitły spóźnione maki.



Moja ulubiona alejka.
Jeszcze ma być według synoptyków, 10 takich pięknych dni. Może się uda wyskoczyć za miasto, chociaż kawałek, a jak nie, trudno. W nocy zimno, ranki chłodne, zaczęło się palenie w piecach i już nad miastem wisi zawiesina pyłów. 
Słońce tak pięknie świeci, że wierzyć się nie chce, ale horyzont już zamglony, tylko czekać aż w duszy zaczną się snuć jesienne mgły.

środa, 10 października 2018

"Bajanka" cz.4

Czekałam na ciąg dalszy, miałam nadzieję na romantyczna historię, nie spodziewałam się komplikacji z usytuowaniem bohaterów. Zapomniałam, że w magicznym świecie i imaginacji Autora wszystko jest możliwe.

"Tego się właśnie obawiałem. Siadanie na Ławce Miłości wraz z Kobietą – do tego Baronową zobowiązywało ! I co miałem zrobić? Cieszyński Uwodziciel – Brat Baronowej zaciągnął się dymem z egipskiego papierosa, spojrzał mi w oczy i tym spojrzeniem powiedział WSZYSTKO!
Nim usiądziemy – odezwał się po krótkiej chwili – powinniśmy uzgodnić jak to zrobimy. Wraz z Baronową spojrzeliśmy na Jej brata pytająco co sprowokowało go do dalszej przemowy: będziemy siedzieć we troje na jednej ławce co sprawi, że mówiąc do siebie nie bardzo będziemy mogli na siebie patrzeć. Moja siostra – kontynuował mówca – oczywiście siądzie w środku miedzy nami więc zrobi się niezręcznie gdy Ty będziesz mówił do mnie, a ja do Ciebie. Co będzie musiała zrobić Baronowa by umożliwić nam kontakt wzrokowy? Odsunąć się w tył? Nachylić do przodu? A co będzie gdy któryś z nas zacznie dłuższy wywód i pewnym momencie zrobi pauzę by się zastanowić? Wówczas Baronowa wróci do pozycji pionowej i zaraz znowu będzie musiała się odchylać bo przemawiający wróci do wypowiedzi. Do diaska! – nieco poniesionym głosem przyznałem mu rację. Masz rację. Oczywiście! – odparł Cieszyński Uwodziciel i zaraz stanowczym tonem dodał – Do diaska! Moja Siostra nie jest jakimś wahadełkiem!

A co będzie gdy Baronowa zacznie mówić ? – zapytałem. No właśnie! Siostra moja nie jest także pozytywką i nie będzie co chwila zerkać na jednego z nas. To nonsens – oświadczył Cieszyński Uwodziciel. Co teraz  – zapytałem – nie siadamy? Zrobiło się cicho. Obaj spojrzeliśmy na Baronową, która wykonała władczy gest dłonią i zakomunikowała: siądziemy. Mam wyjście z tej sytuacji. Będziemy do siebie mówić i patrzeć w niebyt. W niebyt? – zapytaliśmy obaj jednocześnie. Tak w niebyt – odpowiedziała Baronowa i zaraz dodała: słowo to pozostawia olbrzymie pole do interpretacji tego co określa. Będziemy patrzeć przed siebie, a im dłużej będziemy to robić mówiąc i słuchając tym bardziej będziemy przenosić się do innej krainy. Przestaniemy widzieć okno, a zaczniemy widzieć świat zewnętrzny, który wcale nie będzie tym, który teraz przez to okno widzimy. Przeniesiemy się patrząc w niebyt w świat z innego wymiaru. W świat naszych myśli, słów, imaginacji. Ciążąca nam rzeczywistość zniknie. Będziemy szybować na skrzydłach wyobraźni unoszeni prądami nostalgii i niespełnionej miłości. To będzie piękne.
Moja Siostro – odezwał się Cieszyński Uwodziciel – zaskakujesz mnie niezmiennie. Jesteś Aniołem, jesteś Cudowna. Twoje myśli … Twój pomysł już sprawił, że czuję się inaczej, już odrywam się od ziemi … .
Milczałem. Cóż innego mogłem zrobić w obliczu takiej propozycji? Jedyne na co się zdobyłem to bardzo nostalgiczne Ech…. ,które wydobyło się z moich ust. Ja też chciałem już patrzeć w niebyt.
Zatem moim panowie – odezwała się Baronowa – siadajmy, spójrzmy w okno i w niebyt. Mów Kolekcjonerze Aniołów Stróży. Chcę Cię słuchać.
Spojrzałem na Baronową i na Jej Brata. Ich wzrok skierowany był przed siebie. Oboje już TAM podążali. Ruszyłem za nimi."


Przed takim oknem też bym poszybowała na skrzydłach wyobraźni.

Nie wiem kiedy będzie cd.


 

wtorek, 9 października 2018

Udało się...

Ufff....co przeżyłam to moje. Najpierw jak to zwykle bywa w takich momentach wpadłam w panikę, że coś popsułam. Należało się więc pożalić i tu i tam, w rodzinie i znajomym, poczuć się zagubioną i nieszczęśliwą. Potem był etap szukania rady i korzystanie z sugestii, zajrzyj tam i tu, poczytaj, poszukaj przyczyny i instrukcji jak wybrnąć z kłopotu. No to się zaczęło: jeden poradnik, drugi, trzeci, żadnych przydatnych wskazówek, wreszcie na coś trafiłam. Okazało się, że tam gdzie zakładałam konto i  zaglądam sporadycznie, wisi komunikat że mi się limit zdjęć kończy. Znów zagłębiam się w fachowe porady, czytanie ze zrozumieniem wyraźnie zakłóca zgrzyt zardzewiałych szarych komórek i trybików w przestarzałym systemie. Naoliwić nie ma czym, a części zamiennych brak. Teraz następuje etap zniechęcenia, myśl o porzuceniu pisania, rezygnacja, bo skoro nie umiem to co się będę męczyć, potem jeszcze chęć wezwania fachowca, na koniec ostatni zryw....
Doczytałam do końca nawet dwa razy i zaryzykowałam. Wybrałam bezpłatna opcję, części oferty dalej nie rozumiem, ale zdjęcia się wklejają.


Na te już poprzednio zabrakło miejsca.


Remontowe obrazki.



Ostatnie jesienne róże w ogrodzie Muzeum Archeologicznego




 Znalazłam św. Nepomucena na remontowanym dziedzińcu kościoła Kapucynów. Zdjęcie robiłam przez dziurę w płocie. Może on mi pomógł?
Nie wie do końca czy dobrze zrobiłam, ale zdjęcia się wklejają i reszta działa jak przedtem. Pożyjemy, zobaczymy co będzie.


poniedziałek, 8 października 2018

Zgrzytającej rzeczywistości ciąg dalszy.

Jednak szukałam magii w mieście. Jak można szukać kiedy Sławkowska rozkopana, Bracka także, nie mówiąc o mojej stałej trasie.
Co może być bardziej prozaicznego niż tłok w zastępczym autobusie i takie widoki na trasie tramwaju?






Teraz by się przydała odrobina magii bo mi serwer nie wpuszcza zdjęć. Ciekawe dlaczego? Czyżby nie chciał epatowania  paskudztwem remontu?
 To by było na tyle. Nadal nie mogę wstawiać zdjęć, zero komunikatu dlaczego tak się dzieje. Nie wiem co zrobić, bo w pomocy nie ma, a reszta jest po angielsku, czyli mam przechlapane, a pisać dla samego pisania nie umiem i nie mam o czym. Przyzwyczaiłam się do publikowania zdjęć, jak mam opisać zwoje gumowych, zużytych podkładów pod torami, przypominającymi wnętrzności olbrzyma, czy ostatnią jesienną różę, albo starożytne naczynie w Muzeum? Będę szukać przyczyny, a na razie wrzucam co mam.




piątek, 5 października 2018

Nocą...

Kiedy nie chce się spać chociaż już późno to cicho do drzwi puka Bajanka

A zatem jesteś – odezwała się Baronowa i zbliżyła się by na powitanie podać dłoń. Mój brat – Cieszyński Uwodziciel – wspominał niezbyt dawno, że czuje iż się zjawisz. Przyznam, że podzielałam jego przeczucia o czym mu powiedziałam. Padł z jego strony nawet komentarz, że wiedział iż i ja to przeczuwam, ale postanowił mi o tym nie mówić. Bał się, że się nie przyznam … wiesz przyjacielu …my Kobiety mamy swoje … - myśli i zachowania nieodgadnione – skończyłem za Baronową. Zaśmiała się perliście. Uwielbiam jej śmiech. Cieszyński Uwodziciel oświadczył, że całkowicie się ze mną zgadza co do myśli i zachowań nieodgadnionych dodając, że już go to nudzi i coraz częściej łapie się na tym, że ma już tego dosyć i gotów jest postawić tezę, że kobiety przez to wiele tracą. Baronowa spojrzała na brata, wykonała niedbały gest prawą dłonią, który powiedział co powiedzieć miał czyli wszystko na ten temat. Cieszyński Uwodziciel spojrzał na mnie i przewrócił oczami po czym sięgnął po egipskiego papierosa.
Przeczuwałam, że się zjawisz. Ilekroć przechodziłam obok ławki miłości widziałam jak na niej siedzisz.
 

Mogło to znaczyć tylko jedno – Tęsknisz za Crown Fields Haus, tęsknisz za Nią, za tamtymi chwilami i nie możesz pogodzić się z upływem czasu. To się nazwa … nostalgia? Chyba tęsknota za niespełnioną miłością - wtrącił Cieszyński Uwodziciel i zaraz dodał : najpiękniejsze co się może mężczyźnie przydarzyć. Baronowa spojrzała z zaciekawieniem na brata, a jej prawa dłoń nie wykonała żadnego gestu. Oznaczać to mogło tylko jedno – zaciekawiła ją wypowiedź Cieszyńskiego Uwodziciela. Mów – rzekła. Droga siostro – zaczął Cieszyński Uwodziciel – to proste: niespełniona miłość daje gwarancję trwania ideału, podtrzymuje marzenia, nadzieję spełnienia, powrót do czasu gdy chodzi się nad ziemią, a upływający czas sprawia, że zastanawiamy się co by było gdyby … . I powiem teraz coś ważnego – zamieniliśmy się wraz z Baronową w słuch. Im więcej czasu upływa od niespełnienia tym bardziej owego spełnienia nie powinniśmy chcieć.
Baronowa spojrzała na brata, a po chwili i na mnie. Było to spojrzenie wymowne. Brat spojrzał na siostrę i na mnie wymownie, ja spojrzałem na brata, znaczy Baronowej brata i na Nią jeszcze wymowniej. Nie musieliśmy nic mówić i czynić żadnych gestów. Wszystko było jasne.
Baronowa zrobiła się nieco smutna, uniosła lekko prawą dłoń i powiedziała do mnie: chodź Przyjacielu, usiądziemy na ławce miłości.




środa, 3 października 2018

Naprawiam błąd

Popełniłam wielką gafę, nie tak się traktuje Gości. Wyrzuciłam tekst Bajanki na koniec, chciałam upiec dwie pieczenie przy jednym ogniu. Wstyd!!!
Tutaj już będzie ładniej.
"niestety powiedział – witam, cieszę się niezmiernie, że znów pana widzę i mogę mu podać jego ulubione wino …
Mówił coś tam jeszcze, ale nic nie słyszałem. Zatkałem sobie uszy. Jego głos zamienił się bowiem w przeraźliwy krzyk, który niczym grom zakołysał żyrandolem, portretami i obrazami na ścianach, przytłumił ogień w kominku, wzbił i przydusił popiół, zerwał firanki, zaplątał zasłony, huknął otwieranymi hałasem oknami, przegonił wszystkie ptaki z parku, spłoszył zwierzynę, zafalował trawami, przygiął drzewa pozbawiając je pewnej ilości liści, które w normalnych okolicznościach mogły by sobie jeszcze trochę pobyć na gałęziach.

I gdy Ludwik łapał oddech by powiedzieć coś jeszcze – a ja nie wiedziałem co gdyż miałem zatkane uszy podobnie jak Cieszyński Uwodziciel, któremu krzyk Ludwika wyrwał egipskiego papierosa z ust – do salonu weszła ONA – Baronowa.
Och Ludwiku ! – powiedziała, a Ludwik natychmiast zamknął usta nie bacząc na to, że właśnie łapał oddech. Było mu obojętne bowiem czy złapie go do końca, w połowie, czy wcale. Jego Pani – Baronowa powiedziała : och ! Należało więc zamilknąć natychmiast.

No to zamilkł.
Baronowa wyglądała cudownie, wręcz zjawiskowo. Jak zawsze miała to COŚ w oczach, postawie, spojrzeniu, grymasie ust i w niedopowiedzeniu myśli. Wykonała gest dłonią, który sprawił, że świat zawirował. Baronowa to potrafiła. Jej niezwykle naturalna gestykulacja, która była tak oczywistym uzupełnieniem myśli i słów, że stanowiły jedyną w swoim rodzaju i na świecie jedność, potrafiła czynić cuda. Ponoć gdy była małą Baronówną lubiła chodzić po murowanej balustradzie tarasu i myśląc nieco gestykulować prawą dłonią co sprawiało, że widzące to Towarzystwo pijące na tarasie lemoniadę i kawę milkło by w milczeniu móc ją podziwiać. Na dole, w trawach parku milkły świerszcze, na drzewach ptaki, zające przestawały chrupać marchewkę, jeże tupać, a żółwie taplać się w błocie stawu. Nawet latający nad Crow Fields Haus Orzeł Bielik przestawał machać skrzydłami i jedynie szybował by móc podziwiać gesty jakimi obdarzała świat prawa ręka Baronówny, a Ona, jakby tego nie dostrzegając, mówiła do siebie w myślach dalej, uśmiechając się i nadal gestykulując. Czasami gdy kończyła się je myśl przystawała, opuszała prawą dłoń i mówiła na głos: no dobra.
Czarowała.

Tak samo było teraz. Nim się odezwała jej ruch prawej dłoni sprawił, że ptaki zaczęły śpiewać, spłoszona zwierzyna wróciła na miejsce podobnie jak egipski papieros, trawy przestały falować, okna się zamknęły, zasłony wróciły na miejsce, a firanki się rozplątały.
Ludwik nadal milczał aczkolwiek widać było, że chce coś powiedzieć. Baronowa spojrzała na niego życzliwie z uśmiechem, lekko niemal niedostrzegalnie uniosła prawą dłoń i wówczas Ludwik otworzył usta. I nim zdążyłem się zabać że Leon ponownie ryknie, on jedynie ledwo dosłyszalnym szeptem powiedział : przepraszam … ."
 Też przepraszam Autora, chciałam dobrze, a wyszło jak wyszło.