niedziela, 15 stycznia 2017

WOŚP gra!!!

Towarzyszę Orkiestrze od jej początków, nie zawsze chodziłam, zawsze śledziłam relacje.
Najpierw było czekanie na telefon.


Śnieżyca mnie nie powstrzymała.


Planty w śnieżnej zasłonie,


pierwsi niebanalni wolontariusze,


marsz na rozgrzewkę?


Nagle śnieg przestaje padać, rozrywają się chmury, pojaśniało. Z daleka widać pieski i gromadkę ludzi, to właściciele tej przesympatycznej rasy psów  razem ze swoimi pupilami, dołączyli do Orkiestry.




Błysnęła w słońcu przysypana śniegiem choinka,



chętnych na przejażdżkę brakowało,


śnieg topniał błyskawicznie, robiły się kałuże i ciapa.


Jak zwykle najwięcej ludzi pod Adasiem,


na scenie próba, niezły łomot, aż drży przepona.


Pan Piotr przygląda się ze stoickim spokojem,


"Eros Spętany" Mitoraja duma pod śniegiem.


Odważnych raczej nie ma, ale stoliki pod Sukiennicami są.

Panowie Profesjonaliści okazali się znajomymi mojej Córki i chętnie zapozowali do zdjęcia.


Oryginałów nie brakowało, cudne dredy.


Woje z innej epoki też się stawili na wezwanie Orkiestry.


Niektórzy woleli się maskować,


 Ci chętnie pozowali. To małe między nimi w czarnej czapce to ja.


Wisienka na torcie, lśniąca w słońcu bańka mydlana.
Była jeszcze wystawa i kawa ze znajomymi, wróciłam syta wrażeń i głodna.
A Orkiestra niech gra i bije rekordy.




piątek, 13 stycznia 2017

Brakuje mi słów...

Powinnam opisać wrażenia, bo jakieś tam były, podać kilka informacji o osobie, ale jakoś nie mogę.
Tylko kilka danych:
Beata Zuba, młodziutka artystka, urodzona w Krakowie, absolwentka krakowskiej ASP.
Wystawa nosi tytuł "Wstronę ciszy", a dlaczego szczególnie mnie urzekła osądźcie sami.









Chciało by się tam wejść, prawda?

środa, 11 stycznia 2017

Czasem...

tak mam, że nic mi się robić nie chce, że się nie mogę do niczego zabrać.
Bywa też, że się martwię, niepokoję, wymyślam cuda co się może wydarzyć, snuję ponure wizje, nazywam siebie głupią babą, która szuka dziury w całym i tak się człowiek sam napędza.Oczywiście potem się okazuje, że nie trzeba było, Była niedawno mowa na zaprzyjaźnionym blogu, że należy cieszyć się tym co tu i teraz, bo inaczej nie będzie, wypełniać rubrykę po stronie mam i świat okaże się znośny.
Mnie się jeszcze przydarzyło coś innego. Po przepłakanych dwóch dniach (o powód nie pytajcie, bo nie wiem)  wreszcie po długiej przerwie zabrałam się za moją ulubioną technikę i powstało to:

Trochę mało optymistyczne, ale zachęciło do dalszej zabawy.



Negatyw podoba mi sie bardziej.  
Czyli "nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło" jak mówi stare porzekadło, któremu nie za bardzo wierzę, chociaż tym razem mogłam komuś sprawić niespodziankę.
Jutro ma być cieplej, idę na wystawę malarstwa, może przyniosę jakieś ciekawe zdjęcia.


sobota, 7 stycznia 2017

Zzzzziiimno!

Takich mrozów dawno nie było, chyba się odzwyczaiłam. Skuszona pięknym słonkiem wyszłam mimo -10 stopni, na spacer. Krótki był, bo mimo ciepłej kurtki, swetra i rajtek pod spodniami (zgroza, nienawidzę) poczułam jak mróz szczypie policzki, oczy łzawiły, wróciłam i dzisiaj już nie wyjdę.

Tej parce też zimno

Powspominam sobie piękne wakacje.
 Minęło tyle lat i chyba już mogę pisać bez żalu, wdzięczna losowi, że były. Pierwsze i ostatnie takie wakacje. Pierwsze, bo wcześniej nie było nas na takie stać i nie było możliwości, a ostatnie bo następne były tylko krajowe i już z piętnem choroby.
Przygotowania były trochę jednostronne, lubił mi robić niespodzianki. To był wyjazd na 10 dni z pobytem jednodniowym w Wiedniu i dalej do Słowenii. Nie nad morze, ale w okolice pięknego jeziora Bohinj, w pobliżu Alp Julijskich bo kochał góry.
Droga była daleka ale piękna, dla mnie, przyznaję nowe wrażenia, bo nigdy nie wyjeżdżaliśmy poza demoludy, wygodnie, we dwójkę.
Miejscowość malownicza, wygodne lokum, a widok z okien piękny.



Dom, w którym mieszkaliśmy.


Ganeczek opleciony winoroślą.


Widok z okna.


Jezioro, które prawie obeszliśmy dookoła.


W pobliżu góry i masyw Triglav.


Och, jak mnie ciągnęło na wędrówkę, ale nie byliśmy przygotowani i trasy tam wyrypiaste dwu i trzydniowe.



Przez jeden dzień padało i akurat wtedy byliśmy w Lubljanie, malowniczej stolicy Słowenii.


Była też Planica.



Jeden dzień nad morzem to mało, chociaż wybrzeże niewielkie, ale za to śliczne.



Umoczyłam stopę w Adriatyku.




Zamek Bled niedaleko naszej miejscowości,


urocze wioski i dobre drogi.


Takich pochmurnych dni było mało.
(daty na zdjęciach są źle ustawione, nieprawdziwe)
Zaraz mi się cieplej zrobiło,  tymczasem za oknem słońce zaszło i temperatura spada.
Wtedy niejeden raz miałam ochotę zawołać: trwaj chwilo....