niedziela, 15 października 2017

Taką jesień lubię

Skorzystałam z okazji żeby wyjechać do domu pod lasem, gdzie cisza  i inne powietrze. Udała się pogoda, ciepło było i słonecznie.


Ostatnia wichura powaliła modrzew w ogrodzie,


było na nim takie misterne gniazdko.


"Grzybów było w bród..." nazbierałam kolekcję zdjęć.














Podziwiałam widoki,


kolory,


"znaki" na niebie,




kwiatki, drzewka i trawki.




Taką drogą lubię iść


kiedy pachnie żywicą, a słońce prześwietla pożółkłe liście

 

i lśni w wodzie potoku.


Na obiad, może już ostatni w tym roku grill pod chmurką.
Żal było wyjeżdżać.







wtorek, 10 października 2017

Ponarzekam sobie

Bywa, że nie lubię swojego miasta i tak było dzisiaj. Nie dość, że pogoda płata mi figle i już któryś raz z kolei zaczyna padać jak tylko wyjdę z bramy na spacer z dzieckiem, to jeszcze dzisiaj wkurzył mnie bałagan i hałas. Nie będę się rozwodzić nad kumulacją remontów ulic, bo musiałabym użyć brzydkich słów, ale hałas mi dokuczył mocno. Nie lubię ciągle chodzić tą samą trasą, chciałam sobie urozmaicić, przy okazji przejść bocznymi ulicami unikając odgłosów z głównych. Najpierw były montowane rusztowania z waleniem młotkiem, potem ocieplanie budynku i wiercenie w ścianach, myślałam że uratują mnie Planty. Pomyłka, tutaj słychać odgłos remontowanej Basztowej, turkot walizek na kółkach, bo tramwaje nie jeżdżą i trzeba na dworzec kawałek przejść, wycieczki małolatów też bezdźwięczne nie są. Nowoczesne tramwaje może i są ciche, ale na starych torowiskach zgrzypią niemiłosiernie. Park, o tam będzie cicho, złudna nadzieja, dzisiaj postanowili zbierać liście i kosić trawę. Dwa małe traktorki emitują może i niezbyt głośne ale wwiercające się w uszy dum, dum, dum silnika, a co jakiś czas pisk cofania. Zamiast się wyciszyć, endorfiny wyzwolić, z marszu cieszyć, zaciskałam zęby i kombinowałam jakby to szczęśliwie dojechać do domu i dziecka nie obudzić. Dodajmy do tego dziurawe chodniki, lawirowanie między samochodami parkującymi tak, że czasem wózek się nie mieści i co chwilę mżący deszcz. Żyć nie umierać w kochanym Krakowie.
Nnnno ulżyło mi, zdjęć nie pokażę bo na takie spacery aparatu nie biorę, ale bakcyl spacerów działa, aparat wtedy mam, kilka zdjęć się nazbierało.


Szaro było, więc zdjęcia marne.


Drogi mamy jak ser szwajcarski, im dalej od centrum, tym bardziej dziurawe.




W szarości trochę kolorku.


Mniszek zamarzył o wiośnie i zakwitł.



Skutki wichury, tam gdzie te bloki był jeszcze dwa lata temu zdziczały sad.


Żeby nie było tak smętnie i szaro, to tydzień wcześniej świeciło słoneczko i było ciepło.


Kamieniczki w okolicach Bonerowskiej i Zyblikiewicza.




Na Małym Rynku jarmark, ale się nie pchałam w środek, oni też woleli zaplecze..



Przyznaję, mam słabość do baniek mydlanych, moje narzekanie też takie, nie trwa długo.


Na zakończenie Romeo i Julia (?), och jak się bałam żeby się nie odwrócili.

czwartek, 5 października 2017

Miało być...

Miałam napisać o brzydkiej pogodzie, deszczu i na pociechę o niedzielnym słonecznym spacerze.
Tymczasem  wiadomość smutna z mojego podwórka, zmarł Bronisław Chromy, rzeźbiarz, którego dzieła spotyka się w Krakowie często. Niejeden raz zajrzałam podczas wędrówek do jego galerii w Parku Decjusza.
Nie wszystkim się podobają, ja je lubię. Zrobiłam parę zdjęć, niech to będzie z mojej strony takie osobiste  uznanie dla jego talentu.















Chromy był autorem m.in. Pomnika Żołnierzy Polskich w Katowicach, rzeźby Ukrzyżowanego w kościele Arka Pana w Krakowie, pomnika Lotników Polskich w Krakowie, Piety Oświęcimskiej, pomnika Bartosza Głowackiego pod Racławicami oraz stojącej u stóp Wawelu rzeźby ziejącego ogniem Smoka Wawelskiego. Jego dziełem jest także pomnik polskich żołnierzy poległych w bitwie o Wielką Brytanię, stojący na cmentarzu wojskowym w Brookwood k. Londynu. (z internetu)
Jest też autorem pomnika psa Dżoka, niestey nie chciało mi się wkleić zdjęcie.
Nie wiem czy galeria przetrwa, smutno bo już nie pojawi się żadna nowa rzeźba.