czwartek, 6 grudnia 2018

Mikołajowy worek

Coś mi ostatnio nie idzie pisanie, wspominki o Mikołaju z dzieciństwa już były na początku blogowania, nic szczególnego się nie wydarzyło, pomyślałam że z okazji mikołajkowego zwyczaju powkłądam to i owo, może moi Kochani Czytacze coś dla siebie znajdą.

Na początek przedziwna wystawa duetu MUNTEAN/ROSENBLUM.
Ogromne obrazy przedstawiające sceny jak zdjęcia uchwycone okiem reportera. Do tego bardzo istotny dodatek w postaci ni to tytułu ni komentarza.



"Oko to płótno, oko-przechodzień z lustrem."


Ekspresja tych obrazów robiła wrażenie.


"Ale miłość jest równie wieczna jak żałosna"


"Wszystko rozgląda się bacznie bez oczu, czym jesteśmy? Czymś między wszystkim a nie"




Trzy powyższe obrazy miały bardzo długie komentarze. Nie miałam ich gdzie zapisać, a nie mieściły się w kadrze. Wszystkie nieoczywiste, dziwne, kontrowersyjne a jednocześnie przejmujące.
Dla zmiany nastroju ulotne, jakby zatrzymane w trakcie destrukcji  "Błędne ogniki" Akira Inumaru.



To kilka warstw papieru, ta wierzchnia, wypalona.


Komu nie w smak nowoczesna sztuka parka śpiące koty


rezydent i


gość, kicia wnuczki, uwielbiająca poduszki.


Podróże też dobre, zwłaszcza jak można prawie lotem ptaka. 


Pejzaż jesienny z widokiem na moje osiedle,


sztuka uliczna, rysunek obok sklepu z przyborami do rysowania i innych ręcznych działań.


Tacy Mikołaje kiedyś bywali. Szkoda, że nie pamiętam co mi wtedy przyniósł.
Dobrze, że dążyłam z workiem, bo dzień się kończy.

czwartek, 29 listopada 2018

Zaległości

Czasem dobrze jest coś odłożyć na później, bo teraz się przyda. Nie mam żadnych bieżących ciekawostek, martwię się o zaginioną kicię, szukam sobie zajęć. Żeby napisać post trzeba  przestawić myśli na inny tor i dobrze, bo takie jałowe rozmyślania tylko męczą i spychają do dołka.
Zaczęłam pisać wczoraj, nie skończyłam, nadal się martwię, ale skończyć trzeba.
W połowie września, po wielu latach i perturbacjach otwarto odnowioną zabytkową Strzelnicę.
Strzelnicę wzniesiono pod koniec lat osiemdziesiątych XIX wieku jako element zaplecza garnizonu Twierdzy Kraków, służyła żołnierzom austriackim. Potem członkom Związku Strzeleckiego, paramilitarnej organizacji powołanej w 1910 roku, doskonalili  tam swoje umiejętności legioniści J. Piłsudskiego.
Po drugiej wojnie należała do krakowskiego garnizonu aż do lat dziewięćdziesiątych XX w. Zagrała nawet w filmie Wajdy "Z biegiem lat, z biegiem dni". W 1992 wojsko oddało Strzelnicę, ale kolejni właściciele nie podołali utrzymaniu obiektu, który niszczał coraz bardziej, mimo że wpisany do rejestru zabytków. Po przejęciu przez miasto rozpoczęto prace rewitalizacyjne. Górale z Małego Cichego rozebrali budowlę, ponumerowali elementy, które zostały poddane konserwacji. Ocalono połowę elementów i 80% dekoracji. Po wielu deliberacjach budynek przejęło Muzeum Historii Fotografii i trafiłam na pierwsze dni otwarcia.


Ta przeszklona część jest dodana, mieści się tam restauracja.


Całości budynku nie objął obiektyw, a nie pomyślałam żeby zrobić zdjęcie panoramiczne.


Ten fragment był widoczny od strony ulicy i można było obserwować postępy niszczenia.



Tak wygląda wnętrze,



zachowane elementy.


W tej sali otwarto wystawę portretów Wojciecha Plewińskiego, piękne zdjęcia, niestety tak oświetlone, że zdjęcia zdjęć by nie wyszły.


Druga część to ekspozycja muzealna.


Tak się dawniej do zdjęć pozowało. Teraz też można było się sfotografować, nawet kapelusz pożyczyć.
Kapelusze i stylowe lustro do przymierzania.


Kolekcja starych fotografii,


aparatów,


winiet zakładów fotograficznych.


Znalazłam znanego w Tarnowie, bardzo dobrego fotografa, robiłam u niego zdjęcie do tableau po maturze. 



Urok starych zdjęć.


Część wystawy zdjęć W. Plewińskiego stanowiły jego zdjęcia z przedstawień teatralnych. Powyżej zdjęcie ze spektaklu Kantora,


i Leszek Herdegen, niestety nie pamiętam z jakiego przedstawienia, ale aktora widziałam na scenie i bardzo lubiłam.
Miejsce, które warto odwiedzić, bo chyba nie wszystko widziałam dokładnie. Mieści się tam jeszcze księgarnia, ale albumy ze zdjęciami trochę za drogie jak dla mnie.


Kupiłam sobie pocztówkę ze zdjęciem z serii "Dziewczyny" W. Plewińskiego.



środa, 21 listopada 2018

Fascynacja, nie moja.

Dzielnie się broniłam przed listopadową smutą i niechęcią do wszystkiego, aż wreszcie mnie dopadła. Wprawdzie nie jestem pewna, czy to nie przeziębienie, ale z dwojga złego już wolę chandrę.
Chandra, bo musiałam ubrać czapkę czyli nie powinnam być chora. Zobaczymy jutro, a na razie będzie o fascynacji przekutej w sztukę.
Tydzień temu deszczowo i niewyraźnie było, zaszłam do Muzeum Sztuki Współczesnej i ugrzęzłam tam dłużej niż myślałam. Obejrzałam trzy wystawy, napiszę o jednej, bo mnie....zafascynowała

Krzysztof M. Bednarski

Karol Marks vs Moby Dick. Analiza formy i rozbiórka idei

Moby Dick i Karol Marks dominują w twórczości Krzysztofa M. Bednarskiego. Pierwszy to prosty i gładki obiekt, który skłania do refleksji. Drugi to rozczochrana głowa, która prowokuje do dyskusji. Moby Dick to symbol lustra, w którym ujawnia się deprawacja natury ludzkiej. Marks to symbol troski o ludzki los, który zainspirował zbrodnię polityczną. KMB wykorzystuje oba te obiekty zarówno pod względem formy, jak i pod względem idei.

(tekst ze strony muzeum)
Nie miałam problemów z interpretacją, Inspiracją dla Moby Dicka była łódź znaleziona na nabrzeżu Wisły w Warszawie. Ktoś powie, zwykła łódź, a w wyobraźni i warsztacie artysty nabrała innych znaczeń i nowych kształtów.











To tylko fragment ekspozycji, podobały mi się  te odbicia rzeźb, zaprojektowane jako całość dzieła, niektóre z nich były ruchome, niestety widać to było tylko na filmie. Wystawie towarzyszyła muzyka, przejmujący lament Henry Purcella.


Druga część wystawy to....głowy Karola Marksa w różnych konfiguracjach. Gdyby nie to że zapisał się w naszej świadomości raczej niechlubnie, to można by to nazwać zabawą w zrzucanie z piedestału.




Zdjęcie nie wyszło, ale to były trzy głowy i trzy tomy "Kapitału".



Czyż nie jest uroczy?




Na dziedzińcu fontanna.


Kto pamięta takie akcje, jak wywożenie na taczkach niechcianych/ przegranych dyrektorów?



Były jeszcze dwie wystawy, jedną jeszcze pokażę, trzecia mi się nie podobała, nie lubię takich.
Zaniedbałam trochę włóczęgę po mieście, ale smog, zimno i ponuro, zdjęcia bez słońca kiepsko wychodzą.
Wieczorami dla poprawienia nastroju, trochę kartek zrobiłam.