niedziela, 24 listopada 2019

Krakowski Salon Sztuki 2019

Postanowiono przywrócić w Krakowie dziewiętnastowieczną tradycję salonów sztuki, gdzie artyści mogą wystawiać swoje dzieła, znaleźć uznanie, nawet sprzedać, bo wystawa kończy się aukcją.
W tym roku była to już druga edycja, pokazane zostały dzieła ponad 100 twórców, malarzy, grafików, rzeźbiarzy, fotografów a także prace kolektywów i autorów filmów.
Zanim jednak dotarłam na wystawę obejrzałam sobie szczególne dzieło. Otóż nie wiem dokładnie z czyjej inicjatywy powstała w Polsce idea upamiętnienia wiktorii wiedeńskiej pomnikiem w Wiedniu. Wiedeńczycy się zgodzili, chociaż trochę się dziwię, bo projekty pomnika były mało zachwycające. Zwycięski projekt został zrealizowany za ciężkie pieniądze i tu nastąpił zawód, bo Wiedeń odmówił przyjęcia pomnika. Argumenty przeciw były bardzo dyplomatyczne, ja się w owijanie w bawełnę bawić nie będę, pomnik po prostu jest brzydki. Będzie teraz jeździł po kraju, na razie zakotwiczył w Krakowie na Franciszkańskiej.
Oceńcie sami to szczególne dzieło naszej pomnikomanii.

Z jednej strony,


z drugiej,


od przodu


z bliska.

 Oglądających było sporo, większość po zrobieniu zdjęć odchodziła z dziwną miną, ale głosy były też takie, że powinien stać na Wawelu.

Salon otwarto w Pałacu Sztuki i raczej trudno było się wszystkiemu przyjrzeć. Obrazów bardzo dużo, instalacje, zdjęcia, wszystko ponumerowane i bez tytułów. Jako że nie do końca byłam zorientowana, nie wzięłam katalogu, a trzeba było. Dzieła były ponumerowane, bez autorów i tytułów. Zrobiłam zdjęcia tym, które mnie zainteresowały, nieliczne mogę podpisać, bo je potem znalazłam w katalogu aukcyjnym.




Do tej sali wchodziło się po odchyleniu zagradzających drogę prętów, wtedy część eksponatów zaczynała wirować. Biało czerwona kolumna na drugim planie to Jacka Dudka "Kolumna rozczarowań"  Cena wywoławcza 1600 zł.



Projekt z garniturami powstał w Bytomiu na wystawę Sztuka Kroju.


Człowiek z Galapagos, to spojrzenie wywołuje ciarki na plecach.



Tu miałam niezłą zagwozdkę. Stała budka, wielkości przenośnego szaletu, owinięta czarną folią, z ostrzeżeniem że w środku treści nie dla dzieci. Nie umiem sobie wytłumaczyć celu takiego dzieła, bo środku było czyste porno. Prócz naklejonych na ścianach zdjęć szedł na małym ekranie filmik o wiadomej treści. 





Zdjęcie kota po tytułem "Łazik" autorstwa Ireny Kalickiej miało cenę wywoławczą 2000 złotych.


"Jedzący Hamburgera 3" Moniki Misztal, cw 8000 złotych.


Podobał mi się cykl fotografii, przedstawiający ślad neutrina. Nie pytajcie mnie o szczegóły bo nie zapamiętałam, a informacji bliższej nie znalazłam.



Jeszcze ostatni rzut oka na pierwszą z sal i syta wrażeń wróciłam do domu. Przepraszam, za powierzchowną relację, ale trudno było zrobić więcej zdjęć, wisiały zbyt wysoko.
Ps.
Wycinek z "Gazety Krakowskiej", informacja o nagrodach Salonu. Wyników aukcji nie podano. Wybaczcie ale jestem w szoku i nie mam ochoty przepisywać uzasadnienia dlaczego akurat to "dzieło" dostało nagrodę.

poniedziałek, 18 listopada 2019

Trochę niesamowita wystawa.

Japońskie lalki bjd (ball-jointed dolls) już kiedyś oglądałam i pokazywałam. Zrobiły na mnie wrażenie, więc na tą wystawę też poszłam. Lalki są zrobione z żywicy poliuretanowej, mają ruchome kulkowe stawy, co pozwala im na pozowanie. Po raz pierwszy zostały zrobione w Japonii przez firmę Volks, teraz powstają na całym świecie, głównie jednak w Azji.
Wystawa to prywatna kolekcja Moniki Mostowiak, pasjonatki kultury japońskiej, która od 2010 roku kolekcjonuje i fotografuje lalki bjd.
Na pewno nie są to lalki dla dzieci, szczególnie ta kolekcja pokazana na wystawie pod tytułem
                                                    MROCZNE OBLICZE LALKI.


Sala mocno zaciemniona, podzielona na część białą i czarną. Lalki podświetlone tak, że biel twarzy zbyt silnie kontrastowała z ubiorem i czarnym tłem, stąd twarze niezbyt wyraźne.







Twarze niezwykle precyzyjnie wymodelowane, długie rzęsy, wymowne oczy i piękne wymodelowane starannie stroje.


To było niesamowite.



Jak z horroru,


a tutaj śpiąca królewna?



Czekanie na wyzdrowienie czy śmierć?


Żałoba.




Piękna mniszka,



Jak z baśni o latawicach czy innych niebezpiecznych pięknościach.


Żeby zatrzeć trochę ponure obrazki, to na deser Skałka w zachodzącym słońcu,


most i rzeźba przed muzeum.


Na razie, tyle, mam jeszcze w zanadrzu kimona dziecięce, Dymnego i wystawę poświęconą II wojnie.


poniedziałek, 11 listopada 2019

Spacer bez świętowania.

Zacznę od wczorajszego późnego wieczora. Błogi spokój nad książką zakłócił huk, coś mi stopę obsypało, zdążyłam zauważyć uciekającego w popłochu wielkim kota. Na ścianie nad wersalką od lat wisi kwietnik z pnącym kwiatkiem. Zawsze podwieszam zwisające pędy, bo kot lubi się nimi bawić, widać jakiś się omsknął, łobuz wlazł na oparcie i dosięgnął. Nie wiem dokładnie jak to było, bo widziałam dopiero skutki. Rozbitą doniczkę, pełno ziemi na podłodze i wersalce oraz kota, który najpierw zwiał, a potem przyszedł oglądać swoje dzieło z bliska.


Trzeba było posprzątać, uratować resztki kwiatka, poszukać na balkonie doniczki, ziemi, posadzić i zabezpieczyć. Zeszło mi do po północy. Takie zakończenie paskudnego dnia.
Dzisiaj przestało padać, wyjrzało słonko, zaraz się zachciało żyć. Na żadne patriotyczne marsze nie miałam ochoty, mając w pamięci te z ubiegłych lat, poszłam sobie na spacerek.


Jeszcze dużo liści zielonych i złotych na drzewach,




Pod światło prawie świeciły. Po wczorajszym deszczu kałuże też się znalazły.




Tutaj parking zamieniła się w jedną wielką kałużę.


Imponująca przed Pałacem Łobzów ofiarowanym niegdyś królowej Bonie, wraz z przyległymi ogrodami. Bywali tu królowie Batory, Sobieski, Jam Kazimierz. Teraz należy do Politechniki Krakowskiej.



Na uschniętym pniu wielkiego platana, ktoś nalepił wizerunek tygrysa. Może to jeden z tych uratowanych.



Na osiedlu jak zwykle urzędują gawrony.


Tak się zakończył spacer, zrobiło się trochę chłodniej. Pewnie w mieście jakieś imprezy były, a o 17-tej tradycyjne śpiewanie, ale ja nie śpiewam i mi się nie chciało już iść.


środa, 6 listopada 2019

Odkurzam zaległości

Tokio, wystawa którą warto było zobaczyć.
Dwie części, na dwóch poziomach i dwa zupełnie różne przeżycia. Najpierw wchodziło się do świata rysowanego, sztucznego, gdzie z pomocą mapy można było rozpoznać narysowane obiekty.


Można sobie było wędrować,


wejście do parku obejrzeć,


i inne miejsca też.


Zastanowiło mnie, że niektórzy chodzą w kimonach, okazało się



że kimono można sobie pożyczyć na czas zwiedzania, a miła panienka zademonstruje jak się wiąże tradycyjny pas.



Godzilla też była, świeciła, machała łapą i nawet ryczała.


Nocne neony


Właściwa część wystawy to piękny film Krzysztofa Gonciarza o Tokio. 
"Tokio - miasto kontrastów. Z jednej strony nieustanny ruch, kolorowe światła, nowoczesne technologie, cyberpunkowy sznyt. Z drugiej geometryczna harmonia, urzekające sakury, kwitnące ogrody, ludzie przysypiający w metrze..." (tekst z broszurki Muzeum)
Urzekł mnie ten film zmiennym tempem, bogactwem detali, nietuzinkowym spojrzeniem na wstający, rozwijający tempo i usypiający dzień wielkiego miasta. Zaułki i zakamarki, szczury i służby miejskie, pędzący w pośpiechu ludzie i miejsca piękne, zielone, spokojne. Zdjęć filmowi nie da się robić, a szkoda.
Byłam na wystawie dwa razy i za każdym razem podobała mi się tak samo.