niedziela, 18 czerwca 2017

Piknik....

"Już tak mam...." (ulubione powiedzonko znajomego, które pozwolę sobie wykorzystać), że nie lubię wszelkich masowych imprez, a jednak coś mnie ciągnie żeby zobaczyć i sprawdzić czy naprawdę impreza warta obejrzenia. Było tak w ubiegłym roku kiedy to skusiłam się na "Piknik świętojański" pod Wawelem, nad Wisłą.
Było gorąco i tłumnie więc długo nie zostałam. Parę słów i zdjęć zamieściłam w poście z 25,06.2016.  Sprawdziłam, reklama była taka sama, miały to być czasy królowej Bony, a więc dworskie obyczaje i kulinaria z tamtej epoki. Cóż więc robili tam średniowieczni wojowie i rzemieślnicy?


Jak na czerwiec było zimno i nieprzyjemnie wyruszyli więc


nie na bój, a pokaz musztry i różnych szyków bojowych. Akurat zaczęło kropić, więc schowałam aparat.


Pewnie w planach był pokaz umiejętności jeździeckich, ale na razie sprzęt, jeźdźcy i 


konie stali pod drzewami, a koniki  pozwalały się głaskać i pozowały do zdjęcia.


Stół opuszczony przez sokolników.




Nie znam się na sokołach, ten siedział spokojnie, tylko kręcił głową i coś "mówił". Pewnie mu się nudziło.


Kaletnicy i


szewc. Ciekawe czy takie buty są wygodne.


Fragmenty zbroi, ale warsztatu nie uwieczniłam bo był tłok.


Ponoć replika prasy Gutenberga, można było chyba kupić pieczątkę.


Bardzo ładnie wyglądały kolorowe krajki.


Ciekawostka: tych dwoje w strojach już bardziej z epoki sprzedawało drewniane łyżki i rogi, oraz książkę


Mariusza Wollnego o przygodach Kacpra Ryxa. Tu się należy kilka słów wyjaśnienia. Bohater serii książek, których akcja rozgrywa się w renesansowym Krakowie był studentem medycyny i królewskim inwestygatorem, czyli rozwiązującym różne kryminalne zagadki. Mili ludzie chyba nie mieli pojęcia co sprzedają, bo na moje pytanie gdzie sprzęt medyczny nie wiedzieli o co chodzi.


Jak już wspomniałam zimno było, rozgrzałam się pyszną kawą z kardamonem parzoną w gorącym piasku, a na poprawę humoru zjadłam klasyczną, przeraźliwie słodką baklawę.


Długo nie zabawiłam, co chwilę padał deszcz, wiał zimny wiatr, piknikową wyprawę zakończyłam w domu kupioną na stoisku sałatką z rzodkwi, sałaty, kaszy gryczanej i świeżego bobu. Kasza niedogotowana zgrzytała w zębach, rzodkiew był podwiędnięta i łykowata, sałata i bób smaczne. Taką sałatkę sama sobie zrobię jak już wreszcie będe miała kuchnię.




8 komentarzy:

  1. Kiedyś chodziłam często i chętnie na różne miejskie imprezy, a teraz wolę iść w przyrodę :)
    Z takich "epokowych imprez" to kiedyś facet bardzo ciekawie mówił o pracy skryby i technice pisania gęsim piórem, a innym razem zaś fajnie zaprezentowany był warsztat powroźnika.
    U nas wczoraj cały dzień był bardzo zimny i deszczowy, ale dzisiaj było bardzo fajnie, przewaga słońca i przyzwoita temperatura, wybrałam się do ogrodu botanicznego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warsztat powroźniczy też był, ale w sumie to było jakby mniej i bardziej byle jak.

      Usuń
  2. Mi się generalnie podobają tego typu imprezy, czasem można dowiedzieć się ciekawych rzeczy.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dowiedzieć się można, ale mnie już męczą tłumy i hałas.Też pozdrawiam.

      Usuń
  3. Rzeczywiście, nieco pomieszane czasy. Zresztą samo średniowiecze, jako bardzo rozległe w czasie, zawiera w sobie dużo różności. Na przykład ubiór z początku i końca średniowiecza różni się bardzo, że nie wspomnę o zbrojach itp.:)
    Miło popatrzeć na znane rzeczy.:)
    Domyślam się, że to zielone w baklawie to pistacje?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trochę mało było tym razem. Nie wiem czy pistacje, orzechowa była.

      Usuń
  4. Ludziom się wydaje, że jakiś garnek na głowie albo inny czepiec wraz z długą, płócienną i koniecznie białą spódnicą czyni ich ludźmi "z epoki". Jakiejkolwiek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak się lubią tak bawić, niech się bawią.

      Usuń