niedziela, 22 listopada 2020

Zdążyłam przed zamknięciem...

 Plakaty zachęcały do obejrzenia, bliższa informacja na stronie muzeum też. Impulsem było ogłoszenie powtórnego zamknięcia  ( co uważam z niezbyt rozsądne bo tłumów raczej w nich nie bywało) w każdym razie zdążyłam.

MARIA SIBYLLA MERIAN nieznana przez lata artystka, w Polsce to jest pierwsza wystawa jej prac. Niezwykłej urody grafiki, rysowane, potem malowane osobiście przez artystkę są godne podziwu. Sama tematyka jak na owe lata niezwykła, jednak doceniona jako źródło wiedzy entomologicznej.










Niestety jakość zdjęć kiepska bo grafiki były malutkie, w muzeum ciemno, no i aparat nie taki jak trzeba. 

Maria Sibylla Merian zmarła 13 stycznia 1717 roku w Amsterdamie. W rejestrze zgonów określono ją jako niewiastę niemajętną. Zapomniana na niemal dwieście lat, została ponownie odkryta w XX wieku, w XXI jest jedną z najbardziej znanych artystek na świecie, postacią niezwykłą, niezależną, występującą przeciwko ówczesnym wyobrażeniom o rolach społecznych kobiet, wybitną entomolożką, podróżniczką, wydawczynią, znakomitą organizatorką biznesowych przedsięwzięć. Merian była aktywna na wielu polach, jednakże do historii przeszła przede wszystkim jako entomolożka, która pierwsza sformułowała, zilustrowała i udokumentowała wygląd żywych owadów i ich czteroetapowy cykl rozwojowy: od jaja, przez larwę, poczwarkę, aż po imago, a także metody ich odżywiania oraz funkcjonowanie w środowisku, a ponadto jako autorka sugestywnych, magicznych ilustracji botaniczno-entomologicznych.
Skopiowane ze strony Muzeum. 
Można było sobie zabrać zaproszenie na wystawę bardzo piękne, zrobiłam skan, może będzie lepiej widać jak precyzyjnie wykonane są prace.

Zapowiedzi następnych wystaw niezwykle kuszące, niech już tylko pozwolą obejrzeć.


wtorek, 10 listopada 2020

Listopadowo, bardzo listopadowo....

 Chciałoby się napisać: jaki ładny i miły ten listopad. Niestety nie tym razem. Wisi nad nami skrzecząca rzeczywistość i coraz trudniej szukać czegoś pozytywnego. Czas pędzi, koniec roku coraz bliżej, tym razem trudno myśleć o zmianach na lepsze. 

Więcej smęcić nie będę, mimo wszystko udało mi się złapać kilka ładniejszych dni, pogonić lenia i na krótki spacer pójść. Zdjęcia marne bo mój stary aparacik nie daje rady, ale coś tam  utrwalił.


Nocne mgły i chłód



Złoto  i czerwień liści ładnie wygląda w słońcu,


Dziwaczne grzybki na trawniku.




przedszkolaki wystawiły prace wykonane z darów jesieni (zdolnych mają rodziców).


Po kilkudniowych deszczach zostały spore kałuże.



Szeleszczące złote dywany mogą poprawić humor.



Park w słońcu, które mile widziane jednak mocno zmęczyło oczy. Nisko świecące raziło niemiłosiernie, nie pomagały nawet okulary.



Jesienne koraliki, jeszcze nie zbrązowiały.
Przed  zamknięciem muzeów zdążyłam na jedną wystawę, będzie relacja w następnym poście bo potem znów posucha.


"Rumieńce lata pobladły,
Liść złoty z wiatrem mknie.
I klonom ręce opadły,
i mnie..."
Maria Jasnorzewska-Pawlikowska "Liście"










piątek, 30 października 2020

Bunkier Cafe

Potocznie zwany Bunkier Sztuki to: 

Galeria Sztuki Współczesnej „Bunkier Sztuki” – galeria sztuki w Krakowie, powstała w roku 1965, zaliczana do najważniejszych polskich instytucji prezentujących sztukę współczesną. Jest to artystycznie niezależna instytucja kultury, finansowana przez Miasto Kraków.

Na początku jak zwykle wybrzydzano, że brzydka, nie pasuje w takim miejscu. Wystawy się nie podobały, sama obejrzałam tam niejedną kontrowersyjna i bulwersującą, nietuzinkową, inną niż wszystkie. Wewnątrz było przestronnie, dużo miejsca i bardzo ładne ślimakowate schody.


Znajdował się tam również niewielki barek dla zmęczonych oglądaniem;
19 lat temu barek "wyszedł" na Planty. Konstrukcja metalowa, zadaszona, ściany z folii, wewnątrz stoliki, każdy z innej parafii, czasem kiwające, skrzypiące krzesła, szydełkowe serwetki. Ktoś by pomyślał, prowizorka takie to niepozorne, ale zadziałał genius loci. BUNKIER CAFE prędko stał się miejscem kultowym. Ciągnęli tłumnie starzy i młodzi, poważni i niepoważni, przypadkowi często zamieniali się w stałych bywalców Sama wypiłam tam niejedną kawę, spotkałam się ze znajomymi. Tam najłatwiej było się umówić, bo miejsce było wręcz idealne. Siedziało się na Plantach, na głowę nie padało, w zimie było ogrzewanie. 
Niestety tydzień temu:
Bunkier Cafe zakończył działalność. 
Nowy blogger za nic w świecie nie chce mi wkleić pożegnalnego wpisu właścicieli. Pod nim mnóstwo rozżalonych, smutnych komentarzy, bo drugiego takiego miejsca już nie ma i nie będzie. galeria idzie do remontu, który potrwa 3 lata, a potem, cóż nie da się wejść dwa razy do tej samej wody. 


Wieczorem jeszcze działa, a



To zdjęcie zrobiłam po zamknięciu.
Tak zniknęło następne kultowe miejsce spotkań w mieście. 

 






 

niedziela, 25 października 2020

Nie wiem

 czy to dobry pomysł na powrót. 

Miałam na dzisiaj inne plany, ale od rana wisi nad miastem szara, wilgotna czapa mgły, powietrze dalekie od czystości i chociaż niby 14 stopni to wcale się tego nie czuje. Brakuje mi aparatu, te kilka zdjęć to komórka i mój stary, wierny, mały aparat.

Po tygodniu deszczu udało mi się przejść kilka kilometrów, ale brak kondycji dał się we znaki.



  
Droga pełna kałuż, błotnista i śliska, ale wreszcie słońce i kawałek nieba.


Z drzew lecą ostatnie kasztany, szkoda, bardzo lubię ich jedwabistą gładkość i lśniący kolor, zawsze noszę w kieszeni. Żałuję, że tak szybko tracą blask.

 
Ze względu na ograniczenia i co tu dużo mówić obawy przed jazdą  autobusem, namówiłam rodzinkę  na wyjazd. Dawno nie byłam na grobie rodziców, pojechaliśmy, zobaczyłam starą drogę do mojego domu, zmienioną nie do poznania, zjedliśmy obiad i wrócili. Szkoda że chłodno było i wietrznie
.



Wracaliśmy już po zachodzie.
Teraz zmiana czasu i już ciemno, bardzo tego nie lubię. Dalej nie bardzo mam o czym pisać, zbyt przygnębia mnie to co się dzieje, koty cały dzień śpią, w tv starocie już oglądane, trzeba by pochować definitywnie letnie ciuchy, ale mi się nie chce. Może mi się uda zobaczyć jakąś ciekawą wystawę, przyznaję jednak, że marazm jaki mnie dopadł nie chce ustąpić. 
Dlatego nie wiem czy to był właściwy czas do powrotu.







niedziela, 27 września 2020

Czas na przerwę.

 Zawieszam pisanie. Nie mam o czym, nie chodzę na długie spacery, zdjęć nie robię, wystaw nowych nie ma jeszcze.

Nie lubię pisać o życiu, denerwują mnie te wszystkie rady typu: pokochaj siebie, zrozum swoje potrzeby, jesteś najważniejsza, co Cię obchodzi jak o Tobie myślą. Właśnie, że mnie obchodzi, lubię kiedy dobrze myślą.

Recenzji z przeczytanych książek też mądrze nie napiszę, nie potrafię, a może mi się nie chce. Książka mi się podoba albo nie, przeżywam mocniej lub zamykam i niewiele z niej pozostaje, czasem jestem rozczarowana bo recenzja była entuzjastyczna, a na mnie treść nie zrobiła wrażenia.

O zwykłych troskach dnia powszedniego nie ma co pisać, każdy ma swoje no i o tym też trzeba umieć interesująco opowiadać. Dzień spędziłam na szukaniu lektur dla wnuczki w czeluściach zapomnianych półek, kichałam od kurzu razem z kotem, któremu też zawierciło w wścibskim nosku.

Żeby nie było tak całkiem surowo, parę fotek z wczoraj i dzisiaj.



Tak wyglądało wieczorem niebo, jakby groziło apokalipsą.


Powrót z kolacji, lampiony przed knajpką w deszczu.


Smakowita przystawka, zdjęć reszty dań nie zrobiłam.


W knajpce było przytulnie.
Nowy interfejs wkleił mi zdjęcia w odwrotnej kolejności, najpierw miało być to ostatnie. Inaczej sobie poczyna, nie chciało mi się wklejać jeszcze raz.
Nie wiem jak długo mnie tutaj nie będzie, może kiedy opanuję pożyczony aparat (bardzo ciężki), znajdę coś ciekawego, albo gdzieś zawędruję to wrócę.
Póki co....przerwa. 


wtorek, 22 września 2020

Dolne Młyny

 Obiecałam sobie, że  zajrzę zanim skończą działalność. Nie byłam bywalczynią  tamtejszych knajpek, ale wystawy widziałam i przechodziłam często "na skróty". Lubiłam atmosferę, bo raczej miejsce studentów i pięknych dziestoletnich imprezowiczów.

 Zrobiłam kilka zdjęć, poszukałam starych, niech zostaną razem na pamiątkę popularnego miejsca.


 Na pewno nie było to miejsce "ładne". Mury stare, odrapane, pozabijane dyktą okna na nieczynnych piętrach, stoliki  jak widać w klimacie.



Po tych schodkach wchodziło się do pracowni graficznej. Czy Pan Z pamięta warsztaty, na których tam byliśmy?



Dekoracja ściany wewnątrz.


Pracownia była w tej kanciapce w rogu wielkiej sali.



Warsztaty odbijania obrazu na kamieniu i drewnie.



Na ścianach graffiti rozmai tego asortymentu.







Byłam przed południem, większość restauracji była jeszcze nieczynna,


w niektórych miejscach pozostałości po poprzednim dniu.


Ciekawe jak to wygląda w środku, niestety nie znalazłam zdjęć z wystaw na których byłam, były na piętrze. 


Zakamarki tam nie wchodziłam.



Teren spory i budynków dużo, ciekawe co z nimi zrobią. Miejsce straci swój charakter, będzie pewnie ładne, ale mimo wszystko takie mi się podoba.


Rzeźba pod jednym z ogródkowych namiotów,


reklama pracowni tatuażu, chyba. Nie wszystkim miejsce się podoba, sprawdza się powiedzenie, że najlepiej się trzyma prowizorka, ta trwała ponad 10 lat, zobaczymy co będzie dalej i jakie miejsce się znajdzie zamiast. 
Brakuje mi wędrówek po mieście, ale jednak przemieszczanie się komunikacją jest utrudnione i jakoś mi się mniej chce, może trzeba się przemóc. Zobaczymy.