niedziela, 19 czerwca 2016

Bez tytułu

Miałam zacząć romantycznie, fragmentem wiersza Gałczyńskiego o nocy czerwcowej, ale przecież w nocy to ja siedzę w domu albo śpię, więc o jej urokach nie mam co pisać.
Nie mam pomysłu, napiszę więc o tym, o czym nie napiszę. Nie napiszę o żadnej wystawie, bo nie byłam, zbliża się pierwszy dzień lata, miałam jakieś wspomnienia, zapomniałam poszukać starych zdjęć, żadnej ciekawej ulicznej imprezy nie było.
Będzie więc o tym co już było i nie wiem czy to dobrze, tak pisać ciągle to samo.
Zapowiadali popołudniowe burze i deszcze, nie zaplanowałam dalszego wypadu, zrobiłam rano zakupy, przejrzałam prasę i znalazłam notatkę o jubileuszu Domu Norymberskiego, miała być otwarta jakaś wystawa. Trzeba było się ruszyć. Wyciągnęłam spod śpiącego kota torebkę, (ostatnio upodobał sobie takie mało wygodne spanie), zapakowałam aparat, wygrzebałam ostatnie znicze i najpierw pojechałam na cmentarz. Tymczasem pogoda jak marzenie, nie za gorąco, wiatr nie za duży, na niebie malownicze obłoki, przeszłam kawałek drogi na piechotę. Na cmentarzu cicho, tylko wiatr nałamał gałązek i powywracał kwiaty. Zrobiłam porządek, a jak wracałam upolowałam wiewiórkę.


Nie są oswojone jak te w parkach, bacznie mnie obserwowała, zajęta równocześnie swoimi sprawami, była tak ruchliwa, że udało się tylko to jedno zdjęcie.


Nad głową pachniał jaśmin w pełnym rozkwicie.
Pomyślałam, że jednak pojadę na Kazimierz i zobaczę co tak reklamują w Domu Norymberskim.


Jak zwykle para w gwizdek. Udekorowany narożnik kamienicy i wydzielony kawałek jezdni, stoliki, piwo, muzyczka i grupka ludzi czekająca na koncert. Nie bardzo miałam ochotę, o wystawie żadnej informacji (może źle patrzyłam) i jak to u mnie bywa, obraziłam się i poszłam.



Ulica Krakowska w popołudniowym słońcu,


fragmenty zabudowań przyległych do kościoła św Katarzyny.


Przy ulicy Dietla stare z nowym.


Kiedyś były tu zabudowania klasztorne, teraz powstało nowoczesne osiedle, a część klasztoru przerobiono na wściekle drogie apartamentowce.


Widziałam to miejsce w trakcie remontu, ale nie mogę znaleźć zdjęć.
Po drodze wypatrzyłam otwartą bramę. Natychmiast skorzystałam z okazji i


opłaciło się. Klatka schodowa z ładnymi oknami,


taaakie podwórko z balkonami i jeszcze jedną bramą.


Ciekawskie kocisko stanęło mi na drodze, ale przepuściło dalej.


Dalszy ciąg kamienicy i znów brama, ale tym razem zamknięta.



Jeszcze widok na wejście, kotek wchodził do jakiegoś mieszkania (drzwi były otwarte)


stare kafelki i 


ładne drzwi.


Trochę dalej "Chłopskie Jadło", popatrzyłam na zegarek, dochodziła 17-ta, poczułam nogi i pustkę w żołądku, poszłam dalej. Zjadłam po drodze pyszne lody i obok Wawelu, Plantami dotarłam pod Filharmonię. Koniec wyprawy, czas wracać.






16 komentarzy:

  1. Zakonnice będą zapewne nachodzić nabywców apartamentowych, zdezorientowane kompletnie ;)) Duchy zakonnic, rzecz jasna ;)
    Podwórko bardzo się mi podoba :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niech nachodzą, jeszcze ceny wzrosną za atrakcje.
      Na podwórku było trochę ciekawych detali, tylko bałam się, że ktoś mi zrobi awanturę.

      Usuń
  2. To podwórze z tymi balkonami ma fajny klimat.
    Klatka schodowa mocno nadgryziona zębem czasu, jak i nasza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda, bo odmalowana byłaby bardzo ładna.

      Usuń
  3. niewinny czarodziej na wsi19 czerwca 2016 21:32

    Wspaniały spacer ! Jestem zachwycony ! Wszystko ! Mała Ruda, Kotek, kafelki, podwórka , WSZYSTKO !
    Dzięki !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kotek był wyraźnie zainteresowany, podwórko żyło.

      Usuń
  4. Znowu ciekawe zakamarki.:) Wiewióra wyraźnie dzika.:) Kotek w białych skarpetkach. Urocze.:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze żałuję, że nie mogę wejść wszędzie.

      Usuń
  5. I nie pomazane graffiti? Naprawdę?
    Śliczny Kraków!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyjątkowo nie pomazane. Pilnują, a brama była otwarta chyba w jakimś celu, podparta kamieniem. Zwykle graffiti jest na porządku dziennym.

      Usuń
    2. Najbardziej mnie wkurzają kibolskie bazgroły na świeżo wymalowanych elewacjach.

      Usuń
  6. Mówcie co chcecie, ale ja najbardziej lubię włóczyć się z Ewą po starych klatkach schodowych, zaułkach domów i podglądać wnętrza podwórek. A poza tym z Ewą najbardziej smakuje kawa obok Tadzia Kantora.z.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Włóczyć wirtualnie, a kawa w realu. Następnym razem może zajrzymy do jakiejś bramy?

      Usuń
  7. Poszukam tych twoich miejsc,oj poszukam:)))) Podwórka są cudowne! Kurczę,wsiądę któregoś pięnego świtu w "pindolino" i "oblatam" Kraków:))))))...ale co mi tam w jeden dzień,ech...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poczekam i pomogę szukać. Tylko przylataj i nie na jeden dzień. Służę lokum na nockę i więcej.

      Usuń