sobota, 27 czerwca 2015

Ale jazda....

Zafundowałam sobie intensywne spędzanie czasu.
Zaczęło się w piątek: lustro już od dawna się wykrzywiało i mówiło że się zaniedbałam, fryzjer potrzebny i kosmetyczka, no to się zmobilizowałam, zwłaszcza, że wieczorem Dzieci zaprosiły mnie na koncert. Zrobiona "na bóstwo" (he, he) stawiłam się pod ICE i  byłam na koncercie, który zainaugurował 20. Jubileuszowy Festiwal Jazzowy. Wystąpił Nigel Kennedy Band & Orkiestra Akademii Beethovenowskiej - "Dla Przyjaciela", poświęcony pamięci Jarosława Śmietany.
Niestety nie mogłam być na całości, bo nie miałabym czym wrócić do domu, koncert skończył się około północy.
Sobota
Rano zakupy, potem babcia przygotowała wałówkę dla wnuczki i koło 13 poszła....
Przecież musiałam na własne oczy zobaczyć pierwszą w Polsce kocią kawiarnię. Są takie w świecie, pierwsza była na Tajwanie, popularne w Japonii, w Europie też już są. Po różnych korowodach udało się uruchomić taką w Krakowie.
Bardzo przepraszam za jakość zdjęć ale nie bardzo było jak się ustawić bo dużo ludzi, wewnątrz jest ciemnawo, lampy nie wolno używać no i nie chciałam robić zdjęć ludziom.
 Ta pani uparcie tkwiła w drzwiach, mimo że widziała aparat. Mówi się trudno.


Kotki można zobaczyć z ulicy, bo lubią przesiadywać na parapecie.


Rozwiązanie wewnątrz jest bardzo pomysłowe. Zaraz przy wejściu jest barek gdzie zamawia się napitki i ciacho. Potem przez podwójne drzwi wchodzi do pomieszczenia, gdzie rezyduje 5 kotów.


To jest wnętrze przejścia.


Na ścianach półeczki, gdyby koty znudzone pieszczotami gości zechciały obserwować ich z góry,



ustronna półeczka do spania,


wygodne posłanko na środku pomieszczenia.


Ten kotek zrobił rundkę po kolanach gości. Na każdych układał się na chwilę, kazał głaskać i szedł 
dalej.



W tej sali można siedzieć na antresoli, albo pod


na wygodnej kanapie.





Koty najwyraźniej przyzwyczajone do ludzi, dają się głaskać, zaglądają na stoliki, śpią i bawią się bez lęku. Można się z kotkiem zaprzyjaźnić , pokochać i adoptować.
Spędziłam tam mile kilka chwil, wypiłam kawkę, pogadałam z sympatycznym panem i poszłam.
Ale to nie koniec. Byłam jeszcze w nowym pawilonie Mangghi, niedawno otwartym.
Galeria Europa - Daleki Wschód.
Ale o tym kiedy indziej, bo teraz wnuczka przywiozła mi swojego kota na przechowanie i lecę trzymać rękę na pulsie i obserwować bratanie się lub wojnę. Koty już się znają, ale nic nie wiadomo.

20 komentarzy:

  1. Cudny pomysł!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. I na dodatek jest tam sympatycznie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mojej bratanicy "chodziło po głowie" zorganizowanie takiego miejsca w naszym mieście , na razie pozostała na etapie pomysłu ,z prozaicznych przyczyn ,że na wszystko trzeba mieć kasę .
    Sympatyczne miejsce gdyby było takich więcej to pewnie szybciej zmienił by się stosunek ludzi do zwierząt .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tutaj też organizacja trochę trwała. Uważam, że to dobry pomysł, może się utrzymają kiedy minie pierwsze zainteresowanie. Nie jest w ścisłym centrum, turyści raczej nie trafią przypadkiem. Znajomych będę tam zapraszać.

      Usuń
  4. Przybiegłam do Ciebie zobaczyć tę kocią kawiarnię. Mówiąc szczerze widze , że ta polska jest zrobiona z wiekszym rozmachem nisz brukselska, czego sie , szczerze mówiąc spodziewałam. W Belgii panuja takie standarty, jeśli chodzi o kawiarnie, bary - mówiąc delikatnie mocno srodxiemnomorskie, duzo mniej uwagi się zwraca na przykładanie do detali, już to dawno zauważyłam. nasz polski sanepid zamnknąłby polowe belgijskich lokali :) ale "mój" koci bar tez bardzo sympatyczny, tylko takich fajnych mebelków nie ma, może dlatego, że zajmuje bardzo małą powierzchnię, cudowna atmosfera i urocza właścicielka - nasza rodaczka. A ta pani w drzwiach wyglada, jakby na kogoś uparcie czekała :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za wizytę. Tutaj też właściciele i obsługa bardzo sympatyczna, mam tylko zastrzeżenie co do stolików. Jak dla mnie okropnie nisko się siedzi i trochę ciasno. Pani faktycznie kogoś wyglądała, bo się wyraźnie niecierpliwiła.

      Usuń
  5. Chętnie zaglądnę. Idea dobra, może wiele zrobić dla tych zwierząt. Fajnie, że pokazałaś, zastanawiałam się jak się tam czują te wrażliwe zwierzaki...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyglądały na wyluzowane. Mimo pełnej sali jedne spały, inne bawiły się, jest tam też pomieszczenie, do którego wstęp mają tylko koty. Mogą się schować.

      Usuń
  6. Moje kocioły też lubią ludzi ,i chyba by nie miały problemów z zaprzyjaźnianiem się ,szczególnie Kajtek ,Rolcio i Remik nadają się jako terapeuci :)
    To jest pomysł :) Przy okazji niedoszli alergicy mogliby sprawdzić na własnej skórze obcowanie z kotkiem zanim przyjmą pod swój dach ,a nie oddawać do schroniska bo uczulenie ...Muszę to zobaczyć w lipcu jadę do Krakowa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooooo...to fajnie. Pójdziemy razem.

      Usuń
  7. Ciekawe czy ktoś tam sypia w nocy z kotkami ,czy to tylko ich "praca" i takie schroniskowe trochę życie ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że niepotrzebna im nocna opieka. Miejsca jest dużo, a odpoczną od ludzi.

      Usuń
  8. Najlepsza wieść sezonu, niech żyje Kraków!!!

    OdpowiedzUsuń
  9. Świetny pomysł ! Kociaki bardzo sympatyczne i lubią ludzi ! Hi, hi, już widzę tam mojego Mieszka - uciekałby, gdzie pieprz rosnie przy pierwszym gościu ! Uściski !

    OdpowiedzUsuń
  10. Mój też nie zniósł by takich warunków. Ale to mają być koty do adopcji, więc kontakty wskazane.
    Teraz mam cyrk na kółkach bo goszczę kotkę wnuczki. Oboje chcą, a boją się bawić i jedzenie najlepsze z miski drugiego.

    OdpowiedzUsuń
  11. niewinny czarodziej na wsi30 czerwca 2015 21:40

    Rewelacja !
    Jestem zachwycony !
    Wspaniała wiadomość , że i u nas są takie miejsca :-)

    OdpowiedzUsuń
  12. Jak dotąd wszystkim się podoba, ale już słyszałam głosy krytyki. To nasze narzekanie....

    OdpowiedzUsuń