sobota, 30 stycznia 2016

Jadę do Wiednia


Wiedeń, stolica dawnej wielkiej monarchii,  owiany legendą o wielkich tego świata, władców, muzyków, malarzy, miasto wielu kultur i bliżej od Krakowa niż na przykład Szczecin.
Zaproponowały mi Dzieci kilkudniowy wypad, jakże nie skorzystać, zwłaszcza że jeden spędzony tam kiedyś dzień, pozwolił tylko na pobieżne przyjrzenie się miastu. Towarzystwo też pożądane.
Wyruszamy w sobotni poranek, przy całkiem znośnej pogodzie. Pierwszy postój przy czeskiej granicy bo trzeba kupić winiety, wypić małą kawkę, nakarmić autko.

Z chwili na chwilę zmienia się pogoda, zaczyna padać śnieg.


Już do samego Wiednia zmienia pada, droga biała, nie widać pasów, pobocza zamazane. Docieramy na miejsce dzięki nawigacji, wysiadamy u celu po kostki w białym puchu.


Do lokum, gdzie spędzimy najbliższe parę dni wprowadza nas sympatyczny pan. Mamy dwa pokoje,  kuchnię z pełnym wyposażeniem i wspólny salonik z wygodnym stołem.


Tu będę spała, a fotel okaże się bardzo wygodny do czytania i odpoczynku po wędrówce.


Drugi pokój z marzeniem każdej mieszkanki polskiego blokowiska


obszerną garderobą.


Pan oprowadził nas też po najbliższej  okolicy, pokazał drogę do metra, poradził gdzie robić zakupy, gdzie można napić się kawy, zjeść w miarę tanio i dobrze.

Niedzielny poranek. Nie wytrzymałam, poleciałam na mały rekonesans jeszcze przed śniadaniem.
Zaraz obok brama prowadzi do malutkiego parku, który widać z naszych okien. Śnieg już topnieje, z ulic odmieciony, po śnieżycy niewiele śladów.



Ulica, przy której mieszkamy z jednej strony,


i z drugiej. Przez tą bramę i dwa podwórka będziemy przechodzić codziennie 


na skrzyżowanie i ulicę prowadzącą do metra.


Ten budynek zwrócił moją uwagę już wczoraj wieczorem, będę go podziwiać niezmiennie przez cały pobyt. To Margaretenhof wybudowany w latach 1884/5, odrestaurowany w 1981 - 1984 roku. są w nim prywatne mieszkania, nie do zwiedzania.


Idę dalej, przyciąga mój wzrok żółta kamienica,


barwni panowie, chyba jakaś kapela, nie widzę dobrze z daleka,


idę jeszcze kawałek, ale światło szare i nie bardzo mam ochotę się zgubić.


Wracam, by zaraz potem wyjść już z Rodzinką do centrum. Pójdziemy na piechotę to zaledwie dwa kilometry wzdłuż linii metra. Będziemy się włóczyć i oglądać miasto bez szczególnego planu. Chłonąć atmosferę, znajdować punkty odniesienia, rozpoznawać zaznaczone w przewodnikach najbardziej znane obiekty. Na planowe zwiedzanie przyjdzie czas jutro.

16 komentarzy:

  1. No patrz, z Krakowa bliżej niż do Szczecina... Cieszę się, że tam pojechaliście. Piękne budynki i ładne miejsce na nocleg. Czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Postaram się. To dopiero forpoczta zdjęć budynków.

      Usuń
  2. Nareszcie w domu. Każde słowo cenne. Każde zdjęcie inne.
    Ufff. wróciłaś...Z...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie było mnie tylko pięć dni. Nie będę przecież zamieszczać jednakowych zdjęć.

      Usuń
  3. Ci panowie w zamszowych gatkach wyglądają mi na Bractwo Kurkowe. Jak jeździłam do Niemiec to widywałam dosyć częste przemarsze takich panów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ładowali do samochodu instrumenty. Bliżej nie podeszłam.

      Usuń
    2. Bractwo Kurkowe przygrywa sobie do marszu, ale nie upieram się bo kapela to też może być.

      Usuń
    3. Też się nie upieram, byli po drugiej stronie szerokiej ulicy.

      Usuń
  4. niewinny czarodziej na wsi30 stycznia 2016 21:17

    Miejsce akcji - wyborne !
    Czas akcji - idealny by uniknąć tłoku
    Zdjęcia - jak zawsze świetne
    Opis - prawdziwie reporterski
    Napięcie - jest ! Czekam z niecierpliwością co będzie dalej !
    Rodzinka - W S P A N I A Ł A !

    W sumie : MAX !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pozostaje mi tylko powiedzieć: DZIĘKUJĘ.

      Usuń
  5. Szczęka mi opadła! Tego się nie spodziewałam. :) Miło będzie powspominać, chociaż byłam tam daaaawno.:) No to zapowiada się ciekawy serial, bo chyba na jednej notce nie poprzestaniesz? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie poprzestanę. Też się nie spodziewałam, że pojadę.

      Usuń
  6. to stąd będzie tych 700 zdjęć ? :)
    fajna wycieczka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest tyle, nie wszystkie się nadają do pokazania, parę sknociłam.

      Usuń
  7. LAdny poczatek, jak ja lubie takie wypady!!!juz czekam na dalsza relacje, tez kiedy wyjezdzam z rodzina uciekam wczesnym rankiem na samotne lazenie po terenie, pod byle pretekstem np. trzeba kupic swieze buleczki...moja corka zawsze komentuje..." wroci po trzech godzinach i bez buleczek".
    Juz ciesze sie na Twoje opowiadanie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To był tylko jeden wypad, ochotę miałam na więcej, tylko się bałam zgubić.

      Usuń